- jest pani gotowa? – zapytał mroźnym głosem mężczyzna w białym fartuchu.
- t-t-tak – wyszeptała pani Ela wpatrując się w przykryte ciało.
Mężczyzna odsłonił podrapaną twarz dziewczyny. Pani Ela modląc się w duchu, żeby to nie była Ania podniosła wzrok na ciało dziewczyny.
- to nie moja córka – powiedziała jednym tchem, odwróciła się i wyszła na korytarz, gdzie dostała szklankę wody.
Było jej słabo. Po jej policzkach spłynęły łzy. Zdała sobie sprawę, że jej córkę mogło spotkać to samo. Współczuła rodzicom tej dziewczynki. Cieszyła się że to nie Ania, ale zarazem była pogrążona w smutku, bo nadal nie odnaleziono jej córki. Po tym, co zobaczyła w tym zimnym pomieszczeniu, doszła do wniosku, że gdyby miała wybierać pomiędzy odnalezieniem córki martwej, a nie odnalezieniem córki, wolałaby nie znaleźć Ani. Wtedy miałaby nadzieję, że Ania gdzieś jest cała i zdrowa. Ale i to nie byłoby dobre postąpienie… przecież gdzieś tam mogło zostać nieodnalezione ciało. Coraz częściej Pani Ela myślała o Ani, jakby jej już miała nie odnaleźć… a im bardziej starała się odrzucać te myśli, tym bardziej one wracały ze zdwojoną siłą.
Wróciwszy do domu, Pani Ela zastała pod drzwiami kilka listów i rachunków.
- ehh… nigdy nie mogą zadzwonić i zostawić ich w domu – westchnęła pod nosem i weszła do domu. Do domu, w którym była cisza i pustka. Do domu, do którego nie chce się wracać. Gdzie każdy kąt przypomina o Ani, w każdym kącie słychać było jej śmiech. Dwa głosy nie dawały Pani Eli spokoju, jeden ciągle powtarzał “jej już nie ma… nie wróci, przyzwyczaj się”, zaś drugi “nie trać nadziei, to dopiero trzeci dzień, na pewno nic się jej nie stało”. Ta burza myśli doprowadziła mamę Ani do snu. Racja… nie spała od piątku.
- czego jeszcze chcesz?! wypuść mnie! nie wystarczy ci już ?! – wykrzykiwała dziewczyna
- nie Misiaczku, i nie krzycz mi tu, bo szkoda twojego pięknego głosu – powiedział bardzo młody mężczyzna podnosząc palcem brodę dziewczyny do góry.
- wypuść mnie! – powiedziała, kiedy ich spojrzenia mimo wszystko się spotkały. niestety on pokręcił przecząco głową – to chociaż odwiąż mnie – poprosiła patrząc na siniaki na rękach
- hmm… – zastanawiał się – mogę ci odwiązać nóżki Maleńka… tak będzie nam wygodniej – uśmiechnął się podejrzanie i podszedł bliżej łóżka.
- jak to wygodniej?! wypuść mnie!! – zaczęła krzyczeć
- i tak cię nikt nie usłyszy – syknął zakrywając jej dłonią usta, a następnie zerwał jej bluzkę i resztę ubrania…
- ratunku! ludzie ja żyje!! szukajcie mnie! pomocyyy!! zostaw! zostaw! nie! – krzyczała, kopała się i płakała.Jednak on nie uległ… żeby ją uciszyć uderzył ją w głowę, wtedy straciła przytomność.
Panią Elę obudził telefon. Cała zgrzana pobiegła do niego i podniosła słuchawkę.
- ssłucham? – zapytała dysząc
- Ela i jak wiadomo już coś? – zapytała chrzestna dziewczynki
- a to ty… – odpowiedziała ze zgaszoną nadzieją – nie nic nie wiadomo jeszcze.
- może ja do Ciebie przyjadę?
- dziękuję, ale na razie nie trzeba, jakby się coś działo to zadzwonię… – odpowiedziała matka dziewczyny, która teraz chciała być sama – (…) no to cześć, dzięki.
Wstrząśnięta swoim snem pani Ela chodziła z kąta w kąt rozglądając się po ścianach. Nie mogła sobie znaleźć miejsca w pustym domu.
***
- dobra Malutki widzimy się o dziewiątej przy garażach, pasi? – zapytał się kolega kolegi.
- spoko – odpowiedział ciemnowłosy chłopak, nazwany “Malutki”, w szerokich spodniach, na oko wyglądał na jakieś 17 lat.
- tylko nie wykręć żadnego numeru – ostrzegł go drugi chłopak rzucając na ziemie wypalonego papierosa.
- jasne stary, spox
- to zawijamy, nara
- no nara – pożegnali się i poszli każdy w innym kierunku.
Malutki poszedł w kierunku centrum miasta. Wychodząc z bocznej uliczki zauważył ciemną postać leżącą w starej, opuszczonej kamienicy. “Dziwne… nigdy ta klatka nie była otwarta” - pomyślał. Postanowił sprawdzić kto tam leży.
- halo… obudź się… słyszysz mnie? – klepał nerwowo leżącą dziewczynę po policzkach, ale ta ani drgnęła. – kur*a, że też zawsze ja muszę trafiać na takie “przygody” – powiedział pod nosem, lekko przestraszony Malutki i szybko wyciągnął komórkę.
- Dzień dobry, proszę karetkę na Nowackiego 13, na klatce schodowej leży młoda, nieprzytomna dziewczyna – powiedział do słuchawki
- A co się stało i jak długo leży nieprzytomna? – zapytała kobieta
- skąd mam wiedzieć?! chyba jest pobita. dopiero ją zauważyłem i proszę o karetkę! – powiedział lekko zirytowany chłopak.
- już wysyłam, proszę czekać.
Po 10 minutach karetka przyjechała na miejsce, a wraz z nią policja, która rozpoznała w nieprzytomnej dziewczynie zaginioną Anię. Po krótkiej chwili Anię zabrano do szpitala. Na miejsce dojechało dwóch komisarzy.
- co się stało? – zapytał komisarz policjanta
- no Jarek… to ta wasza zaginiona – powiedział – tam stoi młody chłopak, który ją znalazł, a nieprzytomną Anię zabrało pogotowie.
- dzięki Stary, idę z nim pogadać – uścisnął dłoń policjantowi i ruszył w kierunku Malutkiego.
Po kilkunastu minutach rozmowy, komisarze odjechali z miejsca zdarzenia.
***
- Kochanie, zrobię ci kawę, chcesz? – zapytał zatroskany pan Tadeusz żony.
- możesz zrobić – odpowiedziała obojętnym tonem, w tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- ja otworzę – powiedział pan Tadeusz
- nie, nie ja otworzę, a ty zrób kawę – odpowiedziała żona.
- oo to panowie… proszę, proszę wejść – pani Ela wpuściła komisarzy do domu. Słysząc w oddali głosy policjantów przyszedł również pan Tadeusz.
- czy już coś wiadomo? – zapytała mama Ani czując, że jej oczy napełniają się łzami.
- tak – zaczął Jarek – państwa córka odnalazła się, została przewieziona nieprzytomna do szpitala, ale żyje – powiedział z uśmiechem komisarz
- czy wiadomo, co się stało? – zapytał pan Tadeusz widząc, że żona jest w chwilowym szoku i nie może wydobyć z siebie głosu.
- na razie wiemy tylko tyle, że została pobita. Niestety nic więcej nie wiemy, trzeba czekać na opinię lekarzy. Będziemy dalej prowadzili śledztwo, żeby dotrzeć do sprawcy – wytłumaczył młodszy policjant
- dziękujemy panom bardzo – powiedział pan Tadeusz i uścisnął im dłoń.
Policjanci wyszli, a rodzice ubrali się i pojechali szybko do szpitala.
rozdział 8 – sen
rozdział 7 – policja
Przez całą noc Ania nie odezwała się. Ojciec wraz z wujkami i kolegami przeszukali całą okolicę, ale nie było po niej śladu. W tym samym czasie Magda i mama Ani niecierpliwie wpatrywały się telefon, czekając na jakąkolwiek wiadomość. Magda nie mogła sobie wybaczyć tego, że pozwoliła iść jej samej, kiedy było już tak ciemno. Jako przyjaciółka powinna zrezygnować z dalszej zabawy i wrócić z nią do domu… ale ona postąpiła inaczej, a teraz zamiast opowiadać sobie nawzajem śmieszne historyjki… siedzi i obwinia się za zaginięcie przyjaciółki. Ciszę w pokoju przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Pani Ela szybko podbiegła do telefonu z nadzieją w oczach na dobrą wiadomość od córki.
- Ania? – zapytała szybko
- nie kochanie, to ja – odpowiedział pan Tadeusz – chciałem się upewnić czy masz jakieś wiadomości
- nie mam nic – rozpłakała się kobieta – a wy?
- nie ma ani śladu – powiedział smutnym głosem – połóżcie się spać, już jest bardzo późno, a jutro musimy być na nogach i dalej szukać.
- i tak nie zasnę… – powiedziała smutno i się rozłączyła.
Mijały kolejne minuty… godziny… bez żadnej wiadomości. Magda również nie spała, wpadła na pewien pomysł.
- Pani Elu – zaczęła – czy może mi pani dać zdjęcie Ani?
- po co ci dziecko? – zapytała
- zrobię ulotki… zeskanuję zdjęcie i wydrukujemy, a rano rozwiesimy z dziewczynami i z chłopakami w mieście.
Magda szybko wzięła się do pracy. Następnego dnia rano, kiedy nadal nie było śladu po Ani, a rodzice byli na komendzie Magda wraz z przyjaciółmi rozwieszali ulotki na słupach, lampach i tablicach. Nawet, w niektórych witrynach sklepowych w centrum pojawiały się informacje o zaginięciu.
“20.01.2006r.
ZAGINĘŁA!
ANNA KIESZKOWSKA
LAT 15.
OSTATNIO WIDZIANA 20.01.2006r.
W OKOLICY UL. ORZECHOWEJ w CIECHOCINKU


RYSOPIS:
długie ciemny blond włosy
WZROST: 165 cm
KOLOR OCZU: szary
ZNAKI SZCZEGÓLNE: brak
UBRANA W KRÓTKĄ, BIAŁĄ KURTKĘ,
CZARNY SZAL,
CIEMNE SPODNIE TYPU JEANS.
WSZYSTKICH, KTÓRZY WIDZIELI NASZĄ CÓRKĘ,
LUB WIEDZĄ, GDZIE ONA TERAZ MOŻE BYĆ
PROSIMY O KONTAKT I POMOC W ODNALEZIENIU.
KONTAKT:
0604786245
0661897152
LUB
Z POLICJĄ”
Tymczasem na komendzie rodzicom udało się zgłosić zaginięcie córki. Policja dostała zdjęcia Ani oraz szczegółowy opis. Niemal natychmiast rozpoczęły się poszukiwania. Mimo to śladu po Ani nie było. Coraz częściej pojawiała się hipoteza ucieczki, którą rodzina oraz wszyscy znajomi odrzucali.
Następnego dnia
- Jarek jest zgłoszenie – powiedział do kolegi młody policjant.
- Gdzie i do czego? – zapytał Jarek
- Znaleziono martwą nastolatkę w lesie na zachodzie. Musimy to sprawdzić – to może być nasza poszukiwana – wytłumaczył i razem pojechali na miejsce zdarzenia.
- Co tu mamy? – zapytali po dotarciu na miejsce
- młoda nastolatka, bez dokumentów, nie wiemy kim jest. Ma wyraźne ślady pobicia i zadrapania. Widać, że się broniła – tłumaczył technik
- kiedy zmarła?
- dziś w nocy – usłyszeli odpowiedź i podeszli porównać zwłoki ze zdjęciem.
godzinę później
- ja otworzę – dobiegł głos pani Eli z drugiego pokoju na dźwięk dzwonka do drzwi. – proszę niech panowie wejdą – powiedziała wpuszczając komisarzy – Tadek to panowie z policji – zawołała męża, który natychmiast podszedł.
- czy coś już wiadomo? – zapytali zgodnie rodzice.
- tak… ale nie mamy pewności – zaczął jeden z komisarzy
- niech pan mówi, gdzie ona jest? czy jest cała i zdrowa? – zaczęła dopytywać się pani Ela z narastającą radością w głosie
- mieliśmy dziś rano zgłoszenie – starał się dokończyć mówić
- muszą państwo jechać zidentyfikować zwłoki, gdyż nie mamy pewności, czy to państwa córka. Nie miała przy sobie żadnych dokumentów – dokończył za kolegę Jarek.
rozdział 6 – szok
- Tak? – odezwał się miły głos kobiety w domofonie
- Dobry wieczór, my przyszłyśmy do Ani – powiedziała Magda
- Jak to? – zapytała mama – Madziu to Ania nie jest z wami?
- a nie wróciła jeszcze do domu? – spytały z lekkim niepokojem dziewczyny – może nas pani wpuścić?
- oczywiście, chodźcie szybciutko na górę! – powiedziała zaniepokojona mama Ani otwierając drzwi
Przyjaciółki szybko wbiegły na trzecie piętro, gdzie w drzwiach wejściowych stała przerażona kobieta w fartuszku. Była w podeszłym wieku, zniszczonymi od pracy dłońmi odgarniała nerwowo czarne, krótkie włosy spadające jej na twarz.
- Dziewczynki rozbierajcie się szybciutko! Gdzie jest Ania? Dlaczego nie jest z Wami? Co się stało? Przecież miałyście być razem! Czy ona kogoś poznała? Co się stało dziewczynki?! – zadawała chwiejącym się głosem pytania, mówiąc 100 słów na minutę.
- proszę pani… spokojnie – uspokajała ją Magda – na pewno nic jej się nie stało i zaraz wróci do domu. Musiało ją coś pewnie zatrzymać po drodze… zaraz wszystko pani opowiem, tylko niech już się pani tak nie denerwuje.
- tak… tak Madziu, chodźcie i usiądźcie w pokoju, już robię wam herbatkę i opowiecie mi wszystko ze szczegółami
Dziewczyny weszły do dużego pokoju i usiadły w fotelach. Każda z nich zastanawiała się, gdzie jest teraz Ania i co tak naprawdę się stało. Magda bała się o nią, ale wolała tego nie okazywać przy rodzicach przyjaciółki, a szczególnie przy mamie. Wiedziała, że przyjaciółka nie zrobi nic głupiego, więc było oczywiste, że musiało się coś stać… szybko jednak odrzuciła te myśli, gdyż usłyszała odgłos stukających o talerzyki filiżanek z herbatą.
- ja to wezmę – powiedziała zabierając z rąk kobiety talerzyki, na których były mokre ślady herbaty – niech pani usiądzie.
- dziękuję Madziu… – powiedziała – a teraz proszę… powiedz mi wszystko…. po kolei – mówiła z częstymi przerwami na oddech.
- No więc tak – zaczęła Magda – byłyśmy razem na dyskotece, tak jak się umawialiśmy. jakąś godzinę temu Ania powiedziała, że musi iść… i że po dyskotece będzie czekała na nas w domu… że wszystko w między czasie przygotuje, i że mamy przyjść tak jak się umawiałyśmy…
- mówiła gdzie idzie? – dopytywała się kobieta
- nie mogę sobie przypomnieć – powiedziała smutnym głosem Magda – było głośno… nie słyszałam wszystkiego… myślałam, że to pani kazała jej szybciej wrócić. Powiedziała tylko, że wyjaśni mi jak będziemy w domu.
- puściłyście ją tak samą?
- nie przyszło mi to do głowy… przepraszam. Ona tak szybko zniknęła… dziewczyny nawet nie wiedziały, że poszła. – odpowiedziała błagalnym tonem spuszczając głowę.
W pokoju nastała cisza… Kobieta niespokojnie krążyła od okna do okna, trzymając w ręku komórkę, w nadziei, że za chwilę zadzwoni jej córka.
- Halo? T..t..tadeusz… Ania zaginęła… – rozpłakała się do telefonu mama Ani
- Co?! Jak to zaginęła?! – zapytał z niedowierzaniem ojciec Ani
- Nie wróciła z dyskoteki… wyszła z niej już ponad godzinę temu – mówiła przez łzy – dziewczynki przyszły, a Ani nie ma.
- Gdzie jesteście?
- w domu… nie wiem, co mam teraz robić… czy iść i jej szukać, czy czekać tu na wypadek, gdyby wróciła?!
- obdzwoń wszystkich znajomych… dziewczynki na pewno mają numery. I czekaj w domu, ja zaraz będę, tylko wezmę podmianę! Jak tylko będzie coś wiadomo to dzwoń! – rozkazał pan Tadeusz
- dobrze – powiedziała i rozłączyła się, żeby nie zajmować linii na wypadek, gdyby Ania zadzwoniła.
- Dziewczynki podajcie mi szybko numery waszych wszystkich znajomych! – zwróciła się do przyjaciółek córki
Dziewczyny od razu zareagowały i zaczęły podawać po kolei kilkanaście numerów. Niestety nikt nie widział Ani. Magda kilkakrotnie próbowała się dodzwonić do Ani, ale za każdym razem słyszała w słuchawce głos młodej kobiety, który mówił, iż abonent jest tymczasowo niedostępny. Owa kobieta miłym głosem prosiła spróbować później, ale ta głupia sekretarka nie ma rozumu i nie zdaje sobie sprawy, że później może być za późno! Po godzinie w domu rozległ się zgrzyt przekręcających się w drzwiach kluczy… Wszystkie naraz zerwały się z foteli i pobiegły do przedpokoju. W drzwiach jednak zamiast Ani pojawił się jej tata. Kobieta od razu rzuciła się na szyję mężowi i rozpłakała. “Spokojnie” uspokajał ją mąż głaszcząc po włosach i mocno przytulając. Dziewczynki wróciły do pokoju.
- Dziewczyny – Magda zwróciła się do koleżanek – idźcie lepiej do domu, bo na nic tu siedzieć… i tak nic nie zrobimy teraz, a może przyjdzie do którejś z was.
- a ty? – zapytały
- ja zostanę z jej rodzicami. nie mogą być teraz sami. – powiedziała spoglądając na smutnych rodziców przyjaciółki
- zostaniemy z tobą – zaprotestowały
- nie – stwierdziła Magda – idźcie do domu, a ja jak coś będę wiedziała to się odezwę.
Niestety przez kolejną godzinę Ania nie pojawiła się w domu. Dochodziła północ… na dworze było bardzo zimno… termometr wskazywał -13*… wiało… śnieg zacinał z każdej strony. Rodzice zaczęli przeszukiwać zdjęcia w poszukiwaniu najodpowiedniejszego, spisali na kartce wszystkie szczegóły… w co była ubrana, jak się zachowywała, kiedy ostatnio była widziana. Magdę poprosili, żeby została w domu na wypadek, gdyby ich córka wróciła, a sami pojechali na policję.
- słucham? – zapytał leniwie komisarz na komendzie
- chcieliśmy zgłosić zaginięcie córki – zaczęli rodzice
- ile lat ma córka? – zapytał komisarz i zaczął notować
- 15 – odpowiedział ojciec dziewczyny, na co na twarzy komisarza pojawił się lekki grymas
- kiedy była ostatni raz widziana?
- ponad 4 godziny temu, nie wróciła z dyskoteki, chociaż wyszła 40 minut przed jej końcem – zaczęła opowiadać mama.
- to są jakieś żarty? – komisarz zaczął się śmiać. – Wy mi tu przychodzicie, bo wasza piętnastoletnia córka nie wróciła z dyskoteki i zgłaszacie zaginięcie? Proszę państwa radziłbym wracać do domu i położyć się spać. Zapewne córka wróci rano i przeprosi, że została dłużej na imprezie u znajomych. A jeśli zechcecie zgłosić prawdziwe zaginięcie to proszę przyjść…. – spojrzał na zegarek – za 43 godziny. Teraz nie będę marnował wkładu w długopisie. Dobranoc – uśmiechnął się do zaskoczonych rodziców.
Rodzice zaczęli wykłócać się z komisarzem, ale zauważyli, że to na marne. Postanowili zgłosić na niego skargę, a tymczasem wrócić do domu.
rozdział 5 – Kiedy wszystko się zaczęło…
20 stycznia 2006 r.
Zapowiadał się ciekawy dzień… Piątek, weekend, dyskoteka… potem impreza u mnie. No może nie taka znowu wielka impreza bo zaledwie 5 osób, ale jak to mówiła moja babcia: “Nie ważne co się przeżyje, a z kim się przeżyje”. Także postanowiłyśmy sobie przedłużyć dyskotekę i posiedzieć wieczorem u mnie. Poza tym zbliżały się moje 15 urodziny. I miałyśmy okazję uczcić je dwa dni wcześniej :) Po południu wybrałyśmy się wszystkie razem do szkoły. – heh nie mam siły – dyszała Magda opierając się na ladzie.
- wytańczone? – zaśmiała się pytająco pani ze sklepiku
- taaak – odpowiedziałyśmy zgodnie
- no to odpocząć i dalej się bawić – uśmiechnęła się do nas miło kobieta
“Pani Sklepikowa” zawsze była dla nas uprzejma. Często się z nami śmiała na przerwach sprzedając dzieciom i młodzieży różne smaczne rzeczy, a my przychodziłyśmy do sklepiku jedynie na ploteczki z Panią :) Chwilę porozmawiałyśmy i do sklepiku wszedł Norbert. Spojrzał się na nas tak trochę dziwnie, aż przeszedł mnie dreszczyk. Skinięciem głowy wskazałam Magdzie korytarz i poszłyśmy dalej tańczyć. W głośnikach zabrzmiała wolna , romantyczna nuta, na której postanowiłyśmy odpocząć na parapetach.
- a może idziemy do sklepiku? – zapytała Magda
- nie chce mi się chodzić :D nogi mnie bolą :P – odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- ok to siedzimy tu – uśmiechnęła się
Odwróciłam się w jej kierunku i zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę, odwróciłam się i zobaczyłam Norberta. Nadal miał ten dziwny wzrok.
- Zatańczysz? – zapytał
- Nie, sorki nie chce mi się tańczyć – odpowiedziałam trochę kłamiąc. Tak naprawdę to chciałam zatańczyć, ale nie z nim. Nie wiem czego, ale trochę się bałam jego dzisiejszego wzroku… takiego mroźnego, przeszywającego. Odszedł ode mnie nie przekonany moją wymówką.
Po kilku piosenkach znów była spokojna. Korytarz wypełnił się wtulonymi w siebie parami, a do mnie znowu przyszedł Norbert.
- Zatańczysz? – zapytał beznamiętnym tonem
- Nie dzięki, zmęczona jestem – powiedziałam i poszedł
Za chwilę przyszedł do mnie jakiś nieznajomy chłopak i również poprosił mnie do tańca. Sama się sobie zdziwiłam, ale się zgodziłam. Tańczyło się super. Chłopak umiał dobrze prowadzić. Po tej wolnej poszłam do łazienki. Po drodze natknęłam się na Norberta. Podszedł do mnie i złapał mnie za ramie.
- Ponoć byłaś zmęczona – syknął zaciskając mocniej rękę na moim ramieniu.
- Bo byłam – odpowiedziałam lekko przestraszona
- Jakoś Ci nie wierze – znowu tak dziwnie się spojrzał
- Nie musisz, nie mam obowiązku z Tobą tańczyć – powiedziałam chamsko
- Mała, czekaj na mnie po dyskotece pod szkołą! – zacisnął jeszcze mocniej rękę
- NIE! – krzyknęłam i wyrwałam mu się. pobiegłam do łazienki. Spojrzałam na swoją rękę i zauważyłam mocne zaczerwienienie. Odnalazłam w tłumie Magdę i powiedziałam jej, że idę szybciej do domu, bo musze coś załatwić i że czekam na nie po dyskotece u mnie.
- coś się stało? – zapytała troskliwie
- nie… nic – odpowiedziałam
Chyba mi nie uwierzyła, ale więcej się nie dopytywała. Ubrałam się szybko i wyszłam ze szkoły z nadzieją, że Norbert mnie nie zauważył. Denerwował mnie już ten chłopak… Na dworze było już bardzo ciemno. Jedynym oświetleniem były uliczne latarnie, które co kawałek migały. Szłam szybkim krokiem. Byłam jakieś 200 m od domu, kiedy na ulicy zgasły wszystkie światła. Bardzo się przestraszyłam. Wokół mnie było ciemno i nie było nikogo… a przynajmniej tak mi się zdawało, bo nagle poczułam czyjąś rękę na sobie. Krzyknęłam z przerażenia. Odwróciłam się i zobaczyłam ciemne kontury mężczyzny. Owa osoba zapaliła latarkę kierując jej światło na swoją twarz.
- To t-ty – powiedziałam przestraszona widząc wykrzywioną w uśmiechu twarz Norberta – czego chcesz?
- hehe Maleńka, nie tak ostro – zadrwił i zacisnął dłoń na mojej ręce
- zostaw mnie… zostaw bo będę krzyczeć – zagroziłam
- nie radzę – powiedział i w jego dłoni zabłysnął nóż…
rozdział 4 – Nieznajomy
15 miesięcy później
- brrr ale zimno – powiedziałam rozcierając ręce w drodze do szkoły.
- mi też! jest jakieś -20 stopni, a nam każą chodzić do szkoły – odezwała się Julka
- masakra! – powiedziałyśmy w tym samym czasie i zaczęłyśmy się śmiać.
Po 10 minutach znalazłyśmy się w ciepłym budynku. Koło tablicy informacyjnej stał mały tłum. Podeszłyśmy sprawdzić, o co chodzi i zobaczyłyśmy duży plakat:
“UWAGA!
W piątek (20.01.06r.)
odbędzie się
DYSKOTEKA!
Wstęp: 2zł
Obowiązkowo:
*legitymacja
*identyfikator
*zgoda wychowawcy
W trakcie dyskoteki będą zbierane Walentynki.
SU “
- Idziemy, nie? - podbiegła do nas Magda z dziewczynami
-jasne – odpowiedziałam nie skupiając się na pytaniu. Bardziej zastanawiało mnie dlaczego Norbert znów mi się przygląda. Myślałam, że w ciągu roku dał sobie spokój.
- …hahaha no pewnie, a potem w brech…. Anka a może zrobimy sobie po tej dyskotece małą imprezkę? Tak na rozpoczęcie ferii. Co ty na to…? ANKAA!!! – szturchnęła mnie Magda
- yy co? – ocknęłam się z rozmyślań
- co Ci jest?! słuchasz mnie w ogóle?!
- sorki zamyśliłam się, co mówiłaś?
-mam nadzieje, że o jakimś przystojniaku – zaśmiała się – mówiłam, że mogłybyśmy zrobić sobie jakiś wieczorek po dyskotece. Jak sądzisz?
- spoko, mi pasuje – powiedziałam i przytuliłam ją na pożegnanie.
Lekcje mijały dość szybko. Po kilku godzinach znalazłam się w drodze do domu. Idąc przez centrum zauważyłam stojącego koło mojej klatki Norberta. Skręciłam w kierunku sklepu odzieżowego i postanowiłam nie iść na razie do domu. Cały dzień zastanawiało mnie, co znowu chce ode mnie ten chłopak. Po 15 minutach spędzonych w sklepie zauważyłam, że Norbert nie daje za wygraną. Poszłam więc do Primavery. Usiadłam tym razem sama przy stoliku pod oknem. Po chwili podeszła do mnie kelnerka
- podać coś? – zapytała
- tak, poproszę wodę z cytryną – odpowiedziałam
- gazowaną czy nie gazowaną?
- nie gazowaną – powiedziałam i kelnerka odeszła
Zostałam sama. Wpatrywałam się w ludzi chodzących na dworze. Myślałam…myślałam o rzeczach smutnych… najwięcej o samotności. Po kilkunastu minutach podszedł do mnie jakiś chłopak. Był starszy ode mnie.
- Przepraszam, czy czeka Pani na kogoś? – zapytał nieznajomy.
- nie, nie czekam – odpowiedziałam powoli
- Czy mogę się dosiąść?
- proszę – powiedziałam wskazując na krzesło stojące naprzeciw mnie. Dziwiłam się dlaczego dosiadł się do mnie, jeśli jest jeszcze dużo wolnych stolików.
- Czy mogę Pani jakoś pomóc? – zapytał
- nie sądzę – odpowiedziałam starając się, żeby zabrzmiało grzecznie
- w takim razie proponuję milczenie w towarzystwie ze szklanką wody – powiedział nie zniechęcony i zamówił sobie wodę.
Siedzieliśmy razem i wpatrywaliśmy się w ludzi za oknem. Po jednej stronie stała starsza, smutna kobieta, która wyglądała na samotną. Z drugiej strony stała młoda para, która nie mogła oderwać od siebie wzroku. Gdzieś tam szło stare małżeństwo, a dalej młoda kobieta z ciężkimi zakupami i dwójką płaczących dzieci… Życie… każdy ma inne, swoje… niektórzy radosne, inni smutne, ale swoje. Po jakimś czasie spojrzałam się na swojego towarzysza, a on na mnie. W jego oczach… panował entuzjazm. Ten entuzjazm spowodował, że się roześmiałam.
- I o to chodziło – powiedział nagle nieznajomy
- o to żebym się roześmiała? – zapytałam
- tak – odpowiedział z uśmiechem – wiedziałem, że chwila milczenia w towarzystwie pomoże.
- a jeśli to nie milczenie a Twoje oczy były powodem mojego śmiechu?
- nie wiedziałem, że moje oczy są aż takie śmieszne – stwierdził śmiejąc się
- nie, nie.. źle mnie zrozumiałeś – roześmiałam się – one po prostu mają w sobie coś.. coś takiego, czego nie ma każdy. Są wypełnione optymizmem i entuzjazmem. Jak na nie spojrzałam, to ciężko było mi powstrzymać śmiech. To nie był śmiech kpiący, czy drwiący, ale to był śmiech taki… taki, którego już dawno nie doznałam. To był śmiech radosny. – rozgadałam się
- cieszę się – powiedział – naprawdę się cieszę, że tym razem ja mogłem pomóc. A co do oczu, to każdy ma w sobie entuzjazm i optymizm, tylko mało osób o tym wie i umie to wykorzystać. Kiedyś też byłem w podobnej sytuacji, jak Ty teraz.
- nie możliwe – powiedziałam – przecież Ty bijesz optymizmem
- heh – roześmiał się- teraz tak, zgodzę się z Tobą, ale kiedyś było całkowicie inaczej. Pomogła mi nieznajoma dziewczyna. a wiesz jak?
- jak? – zapytałam
- Pewnego dnia dosiadła się do mnie w parku na moście. – odpowiedział – Bez słowa wpatrywała się ze mną w obijającą się o most wodę. Po jakimś czasie roześmiałem się dokładnie tak jak Ty.
- Na długo pomogło? – zapytałam
- Do tej pory… – odpowiedział – za każdym razem jak zrobi mi się smutno przypomina mi się tamta dziewczyna i przechodzi.
- Myślisz, że i mi pomoże? – zapytałam
- mam nadzieję, że tak – opowiedział z uśmiechem – Często tu przychodzisz?
- tak – powiedziałam i rozejrzałam się w około – to moje ulubione miejsce. Mogę godzinami przesiadywać i wpatrywać się w spacerujących ludzi. – mówiłam wpatrując się w okno – Atmosfera panująca tutaj pozwala mi spokojnie myśleć – powiedziałam i spojrzałam się na krzesło, na którym siedział nieznajomy. Było puste!
Rozejrzałam się wokół, ale nie było po nim śladu. Nie było kurtki, ani śladów po butach, krzesło było zasunięte, a wpatrując się w okno nie widziałam wychodzącego nieznajomego. Czy to wszystko mi się wydawało? Gdzie on się podział? Dlaczego nic nie powiedział? Nie pożegnał się?
- Na pewno to wszystko działo się w mojej głowie – pomyślałam.
Wstając od stolika zauważyłam napis na serwetce:
“Nie smuć się już, a jak Ci będzie smutno to przypomnij sobie dzisiejsze spotkanie lub przeczytaj to co właśnie piszę na serwetce. Nie rozmyślaj o tym, co było… żyj tym, co będzie. Dziękuję, że mogłem pomóc”
Jak on zdążył to napisać i wyjść, tak żebym nie zauważyła… nie wiem. Wzięłam serwetkę i poszłam do domu…
rozdział 3 – Dyskoteka
- Ok Jula, za 20 min będę u Ciebie – kończyłam rozmowę przez telefon
- Dobra czekam, weź dla mnie tą bluzkę i nie zapomnij dokumentów
- Hmm… a co trzeba?
- Zgodę wychowawcy, legitkę i identyfikator – przypomniała mi Julia
- Oki już pamiętam. To zaraz będę. Buźka
- Nom czekam, pa – rozłączyłyśmy się.
Szybko się przebrałam, pomalowałam oczy, przejechałam błyszczykiem po ustach i już byłam gotowa.
- Mamo będę wieczorem… – powiedziałam ubierając buty
- O której? I gdzie idziesz? – dopytywała się mama
- Nie wiem, wrócę koło dziesiątej, idę na dyskotekę.
- Ohh dobrze, papa
- Nom pa mamo – powiedziałam i wyszłam.
Do dyskoteki było jeszcze trochę czasu. Spokojnie przeszłam przez miasto w kierunku Julki. Po 30 min poszłyśmy do szkoły. Przed wejściem był tłum. Po jakimś czasie udało nam się przedostać do środka. Na początku było jak zwykle trochę drętwo, ale po kilkunastu minutach było już wiele tańczących. Poszłyśmy z Julią, Magdą i resztą dziewczyn w głąb tłumu. Wszystko było świetnie do czasu… podczas tańca wpadliśmy na siebie z Marcinem.
- Cześć Ania – uśmiechnął się do mnie
- Cześć – odwzajemniłam uśmiech
- Dobrze się bawisz?
- Tak, dziękuję. A Ty?
- Fajnie – powiedział i znów zapadła między nami cisza.
Odwróciłam się i dalej zaczęłam tańczyć z dziewczynami. Po paru minutach doszli do nas koledzy. Częściowo niektórych znałam, ale paru chłopaków było mi całkowicie obcych.
Fajnie się bawiliśmy, ale czułam na sobie wzrok Marcina i jednego z nieznanych chłopaków, którzy się do nas dołączyli.
- Anka ten kolo się cały czas gapi na Ciebie – szepnęła mi na ucho Jula
- Wiem właśnie… znasz go?
- Nie, czekaj zapytam Mateusza może on wie kto to jest.
Mateusz to chłopak Julki. Jesteśmy razem w klasie. Niestety w ich związku jakoś się nie układało. Julka miała zamiar z nim zerwać, tylko nie wiedziała jak…
- Mateusz, kim jest ten chłopak, co tańczy koło Krzyśka? – zapytała się Jula
- Ten w czarnej koszulce?
- Tak
- To Piotrek, kolega Michała – powiedział Mateusz
- A do której chodzi klasy? – zapytała się Julka
- Chyba do I b, ale nie wiem. Musiałabyś się zapytać Michała. A czemu się tak dopytujesz? – zapytał podejrzliwie.
- Nie nic… tak tylko – uśmiechnęła się Julia i posłała mu buziaka.
- Anka to Piotrek z I b – szepnęła mi Julka
- Dzięki – powiedziałam – Ciekawe czemu mi się tak przygląda…
- Może mu się podobasz? – zaśmiała się.
Nie skomentowałam tego, tańczyłam dalej. Po chwili puścili wolną piosenkę. Podszedł do mnie Piotrek i poprosił mnie do tańca. Zarzuciłam mu ręce na szyję, on obią mnie w pasie i oddaliśmy się muzyce. Piotrek nie świadom niczego prowadził mnie coraz bliżej tańczącego Marcina z Roksaną. W połowie piosenki doszło do tego, że ocieraliśmy się z Marcinem plecami. Trochę zrobiło nam się głupio, kiwnęliśmy do siebie głową i staraliśmy się nie zwracać uwagi na siebie. Obok nas tańczyła Julia z Mateuszem. Po chwili zobaczyłam, że stoją ze spuszczonymi głowami. Domyślałam się co teraz jest między nimi. Piosenka się skończyła, Mateusz odszedł, Julia stała, podeszłam do niej i przytuliłam ją.
- Po wszystkim? – zapytałam delikatnie
- Tak – odpowiedziała smutnie
- Jesteś dzielna, będzie ok – pocieszałam ją.
Tańczyłyśmy dalej. Julia rozerwała się całkowicie. Miałyśmy w sobie dużo energii. Niedługo znów była wolna i znów tańczyłam z Piotrkiem. Tym razem już nie zwróciłam uwagi, czy to Piotr czy Marcin tak prowadził, że znowu tańczyliśmy koło siebie. Sądzę, że Marcin pomyślał, że Piotrek jest moim chłopakiem, bo zaczął się dziwnie zachowywać.
Kierował Roksaną w tańcu tak jakby chciał, żebym była zazdrosna. Ktoś nagle zapalił światło. Odwróciłam się i zobaczyłam Roksanę z podwiniętą bluzką i obejmującego ją Marcina. Chciałam szybko odwrócić wzrok, ale w tym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Światło zgasło i wtuliłam się w Piotra. Tańczyłam dalej. Wszystkie próby wzbudzenia we mnie zazdrości nie udały się Marcinowi, a przynajmniej nie dałam tego po sobie poznać, ale podziałało jak w lusterku, bo on był okropnie zazdrosny, z czego Roksana nie była raczej zadowolona.
- Jak się bawisz? – zapytałam Marcina
- Fajnie… ale jeszcze zobaczysz, kto sobie lepiej poradzi – powiedział złośliwie.
Roześmiałam się i poszłam w kierunku dziewczyn. Siedziałyśmy trochę na parapecie. Po chwili przyszedł Marcin z Roksaną i usiedli na drugim końcu parapetu.
- Anka zobacz – szepnęła mi Magda dyskretnie wskazując na nich.
Odwróciłam się i zobaczyłam namiętnie całującą się parę. Serce mnie zakuło, ale postanowiłam zachowywać się normalnie. Poszłyśmy z dziewczynami tańczyć. Każda z nas miała uśmiech na twarzy. Po dyskotece wracałam z Piotrem.
- Następnym razem ci się nie uda – dorównał nam kroku wściekły Marcin.
Na szczęście Piotrek rozmawiał w tym czasie z kolegami więc nie słyszał Marcina i nikt nie zauważył mojej łzy ściekającej po policzku. W drodze do domu mało się odzywałam. Chłopacy odprowadzili mnie pod dom. Weszłam na klatkę i już nie mogłam powstrzymywać cisnących się łez.
- Jak się bawiłaś córeczko? – zapytała mama przy wejściu.
- Ok – odpowiedziałam cicho
- Coś się stało kochanie?
- Nie teraz mamo – powiedziałam i zamknęłam się w swoim pokoju.
Do końca dnia już z niego nie wyszłam… Zasnęłam.
rozdział 1 – “Cześć”
- Madzia, gdzie teraz masz? – zapytałam przyjaciółki.
- W 2.10 histe. Masakra, nie lubię tej baby. Gdzie jest 2.10? – odpowiedziała jak zwykle roztrzepana Magda.
- gdzieś na drugim piętrze :D – roześmiałam się
- Ależ Ty jesteś pomocna… ciekawe kiedy się przyzwyczaimy do tej szkoły… ja już bym chciała.
- hmm… szczerze to ja też, ale myślałam, że będzie gorzej.
- źle nie jest. Szkoda tylko, że już nie jesteśmy razem w klasie – powiedziała Magda
- no dobra… nie smutajmy, to tylko trzy lata ;) chodź idziemy szukać Twojej klasy :) – powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę schodów.
Na pierwszy rzut oka szkoła, jak szkoła… Może więcej ładnych chłopaków niż w podstawówce :D no i w końcu to jest gimnazjum…
Z Magdą znamy się od przedszkola. Wiele razem przeszłyśmy, zarówno dobre jak i złe chwile. Ta wysoka brunetka jest szaloną osóbką. Można z nią pogadać o wszystkim i zająć się każdą czynnością. Tam, gdzie jest Magda – nie ma nudy! Potrafi zagadać każdego.
Przechodząc koło biblioteki zaczepił nas jakiś chłopak.
- Cześć! – powiedział w naszym kierunku
- Cześć – odpowiedziałyśmy zgodnie i poszłyśmy dalej.
- znasz go? – spytałam Magdy
- nie, myślałam, że to twój znajomy – odpowiedziała zdziwiona
- heh, może nas z kimś pomylił. – pomyślałam i poszłyśmy pod klasę.
Na następnej przerwie znów przechodząc koło biblioteki usłyszałam krótkie “Cześć”, uśmiechnęłam się i odpowiedziałam nie zatrzymując się. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Skręciłam w stronę WC i odebrałam.
- Słucham?
- szzzzz… – usłyszałam jakieś dziwne odgłosy
- Halo? – powtórzyłam
- achsszzsz…
Lekko zdziwiona rozłączyłam telefon i poszłam do domu.
Mieszkam w centrum miasta. Zawsze szum, pełno ludzi, poranne dostawy do sklepów etc. normalka. Weszłam do domu, zrzuciłam plecak i włączyłam kompa. Najpierw GG – oczywiście od razu zostałam napadnięta rozmowami, po jakimś czasie zeszłam na niewidok. W dolnym, prawym rogu ekranu pojawił się komunikat: “nieznajomy przesyła wiadomość”. Otworzyłam z zaciekawieniem.
“Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć! Cześć!“
- yyy… hahaha – roześmiałam się na głos. “Ciekawe kto to” pomyślałam i poszłam.
Zadzwonił telefon.
- siemka, Ania – usłyszałam znajomy głos Magdy.
- no siemanko, co tam?
- kisze się w chacie… idziemy na miasto? I tak na razie nie ma lekcji. – zapytała
- no spoko, tylko się wyszykuje.
- ok, będę po Ciebie za 15 min. – powiedziała i rozłączyłyśmy się.
Poprawiłam make-up, fryzurę i czekałam na Magdę. Kiedy zadzwoniła domofonem zbiegłam na dół. Wychodząc z klatki usłyszałam “Cześć!” odwróciłam się w kierunku skąd doszedł głos i zauważyłam tego samego chłopaka, który mówił nam “cześć” na przerwach. Zdziwiona odpowiedziałam i poszłyśmy z Madzią szlajać się po sklepach :) Trochę zastanawiało nas zachowanie tego chłopaka… Czy to normalne, że nieznajomy chłopak mówi “Cześć!” kilkanaście razy dziennie?
- może jakiś nieśmiały jest i próbuje cie poderwać – powiedziała Magda, jakby czytając mi w myślach
- weź! nawet nie kracz! jaki on brzydki :x zresztą już nie chodzi o jego wygląd… ale sama jego osoba wydaje się być dziwna… – odpowiedziałam.
- no dobra, żartowałam. Idziemy do Primavery? – zaproponowała Magda
- możemy – zgodziłam się i skręciłyśmy w kierunku pizzerii.
Zamówiłyśmy colę i usiadłyśmy pod oknem. To nasze ulubione miejsce, można było tak z góry patrzeć na spieszących się ludzi.