rozdział 4 - Nieznajomy
15 miesięcy później
- brrr ale zimno - powiedziałam rozcierając ręce w drodze do szkoły.
- mi też! jest jakieś -20 stopni, a nam każą chodzić do szkoły - odezwała się Julka
- masakra! - powiedziałyśmy w tym samym czasie i zaczęłyśmy się śmiać.
Po 10 minutach znalazłyśmy się w ciepłym budynku. Koło tablicy informacyjnej stał mały tłum. Podeszłyśmy sprawdzić, o co chodzi i zobaczyłyśmy duży plakat:
“UWAGA!
W piątek (20.01.06r.)
odbędzie się
DYSKOTEKA!
Wstęp: 2zł
Obowiązkowo:
*legitymacja
*identyfikator
*zgoda wychowawcy
W trakcie dyskoteki będą zbierane Walentynki.
SU “
- Idziemy, nie? - podbiegła do nas Magda z dziewczynami
-jasne - odpowiedziałam nie skupiając się na pytaniu. Bardziej zastanawiało mnie dlaczego Norbert znów mi się przygląda. Myślałam, że w ciągu roku dał sobie spokój.
- …hahaha no pewnie, a potem w brech…. Anka a może zrobimy sobie po tej dyskotece małą imprezkę? Tak na rozpoczęcie ferii. Co ty na to…? ANKAA!!! - szturchnęła mnie Magda
- yy co? - ocknęłam się z rozmyślań
- co Ci jest?! słuchasz mnie w ogóle?!
- sorki zamyśliłam się, co mówiłaś?
-mam nadzieje, że o jakimś przystojniaku - zaśmiała się - mówiłam, że mogłybyśmy zrobić sobie jakiś wieczorek po dyskotece. Jak sądzisz?
- spoko, mi pasuje - powiedziałam i przytuliłam ją na pożegnanie.
Lekcje mijały dość szybko. Po kilku godzinach znalazłam się w drodze do domu. Idąc przez centrum zauważyłam stojącego koło mojej klatki Norberta. Skręciłam w kierunku sklepu odzieżowego i postanowiłam nie iść na razie do domu. Cały dzień zastanawiało mnie, co znowu chce ode mnie ten chłopak. Po 15 minutach spędzonych w sklepie zauważyłam, że Norbert nie daje za wygraną. Poszłam więc do Primavery. Usiadłam tym razem sama przy stoliku pod oknem. Po chwili podeszła do mnie kelnerka
- podać coś? - zapytała
- tak, poproszę wodę z cytryną - odpowiedziałam
- gazowaną czy nie gazowaną?
- nie gazowaną - powiedziałam i kelnerka odeszła
Zostałam sama. Wpatrywałam się w ludzi chodzących na dworze. Myślałam…myślałam o rzeczach smutnych… najwięcej o samotności. Po kilkunastu minutach podszedł do mnie jakiś chłopak. Był starszy ode mnie.
- Przepraszam, czy czeka Pani na kogoś? - zapytał nieznajomy.
- nie, nie czekam - odpowiedziałam powoli
- Czy mogę się dosiąść?
- proszę - powiedziałam wskazując na krzesło stojące naprzeciw mnie. Dziwiłam się dlaczego dosiadł się do mnie, jeśli jest jeszcze dużo wolnych stolików.
- Czy mogę Pani jakoś pomóc? - zapytał
- nie sądzę - odpowiedziałam starając się, żeby zabrzmiało grzecznie
- w takim razie proponuję milczenie w towarzystwie ze szklanką wody - powiedział nie zniechęcony i zamówił sobie wodę.
Siedzieliśmy razem i wpatrywaliśmy się w ludzi za oknem. Po jednej stronie stała starsza, smutna kobieta, która wyglądała na samotną. Z drugiej strony stała młoda para, która nie mogła oderwać od siebie wzroku. Gdzieś tam szło stare małżeństwo, a dalej młoda kobieta z ciężkimi zakupami i dwójką płaczących dzieci… Życie… każdy ma inne, swoje… niektórzy radosne, inni smutne, ale swoje. Po jakimś czasie spojrzałam się na swojego towarzysza, a on na mnie. W jego oczach… panował entuzjazm. Ten entuzjazm spowodował, że się roześmiałam.
- I o to chodziło - powiedział nagle nieznajomy
- o to żebym się roześmiała? - zapytałam
- tak - odpowiedział z uśmiechem - wiedziałem, że chwila milczenia w towarzystwie pomoże.
- a jeśli to nie milczenie a Twoje oczy były powodem mojego śmiechu?
- nie wiedziałem, że moje oczy są aż takie śmieszne - stwierdził śmiejąc się
- nie, nie.. źle mnie zrozumiałeś - roześmiałam się - one po prostu mają w sobie coś.. coś takiego, czego nie ma każdy. Są wypełnione optymizmem i entuzjazmem. Jak na nie spojrzałam, to ciężko było mi powstrzymać śmiech. To nie był śmiech kpiący, czy drwiący, ale to był śmiech taki… taki, którego już dawno nie doznałam. To był śmiech radosny. - rozgadałam się
- cieszę się - powiedział - naprawdę się cieszę, że tym razem ja mogłem pomóc. A co do oczu, to każdy ma w sobie entuzjazm i optymizm, tylko mało osób o tym wie i umie to wykorzystać. Kiedyś też byłem w podobnej sytuacji, jak Ty teraz.
- nie możliwe - powiedziałam - przecież Ty bijesz optymizmem
- heh - roześmiał się- teraz tak, zgodzę się z Tobą, ale kiedyś było całkowicie inaczej. Pomogła mi nieznajoma dziewczyna. a wiesz jak?
- jak? - zapytałam
- Pewnego dnia dosiadła się do mnie w parku na moście. - odpowiedział - Bez słowa wpatrywała się ze mną w obijającą się o most wodę. Po jakimś czasie roześmiałem się dokładnie tak jak Ty.
- Na długo pomogło? - zapytałam
- Do tej pory… - odpowiedział - za każdym razem jak zrobi mi się smutno przypomina mi się tamta dziewczyna i przechodzi.
- Myślisz, że i mi pomoże? - zapytałam
- mam nadzieję, że tak - opowiedział z uśmiechem - Często tu przychodzisz?
- tak - powiedziałam i rozejrzałam się w około - to moje ulubione miejsce. Mogę godzinami przesiadywać i wpatrywać się w spacerujących ludzi. - mówiłam wpatrując się w okno - Atmosfera panująca tutaj pozwala mi spokojnie myśleć - powiedziałam i spojrzałam się na krzesło, na którym siedział nieznajomy. Było puste!
Rozejrzałam się wokół, ale nie było po nim śladu. Nie było kurtki, ani śladów po butach, krzesło było zasunięte, a wpatrując się w okno nie widziałam wychodzącego nieznajomego. Czy to wszystko mi się wydawało? Gdzie on się podział? Dlaczego nic nie powiedział? Nie pożegnał się?
- Na pewno to wszystko działo się w mojej głowie - pomyślałam.
Wstając od stolika zauważyłam napis na serwetce:
“Nie smuć się już, a jak Ci będzie smutno to przypomnij sobie dzisiejsze spotkanie lub przeczytaj to co właśnie piszę na serwetce. Nie rozmyślaj o tym, co było… żyj tym, co będzie. Dziękuję, że mogłem pomóc”
Jak on zdążył to napisać i wyjść, tak żebym nie zauważyła… nie wiem. Wzięłam serwetkę i poszłam do domu…