rozdział 12 - a co dalej?
- Byłaś dzielna Aniu, mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość - powiedział lekarz z uśmiechem na twarzy stojąc nad łóżkiem Ani - którą pierwszą chcesz usłyszeć?
- może poproszę dobrą… nacieszę się nią zanim pan powie tą złą
- hm.. no dobrze.. tak więc tą dobrą wiadomością jest fakt, że będziemy się widywać na badaniach raz na trzy tygodnie, może co miesiąc, a jakby się coś działo to częściej… zobaczymy jeszcze jak to będzie - powiedział
- a ta zła? - zapytała niepewnie, gdyż na tą dobrą wcale z radości nie skakała
- no a ta zła… ehh… niestety już jutro nas opuszczasz i.. wracasz do domu!
- woow… naprawdę? Czy.. czy to znaczy… że wszystko jest w porządku? - zapytała z niedowierzaniem
- w jak najlepszym - powiedział rozbawiony
- Boże… dziękuję Panu bardzo… a co z dzieckiem?
- Nie martw się… wszystko jest tak jak być powinno. Jeszcze przyjdzie do Ciebie doktor Lubrecki i powie ci jakie diety musisz zastosować, co ograniczyć a co nie. Wszystko będzie dobrze. Jutro rano dostaniesz wypis.
- Naprawdę… bardzo panu dziękuję - powiedziała podekscytowana.
Była to informacja, o której marzyła w ostatnich dniach. Nadal jednak nie dowierzała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zdawało jej się, że specjalnie oszukują ją, żeby się nie martwiła, że jednak coś jest nie tak… po co inaczej byłyby tak często badania? Postanowiła się jednak nie zamartwiać na zapas i cieszyć się z tego, co mówią lekarze.
Kiedy rozległo się pukanie, a w drzwiach stanął uśmiechnięty Michał nie potrafiła nie odwzajemnić uśmiechu.
- Mogę - zapytał jednak niepewnie przy wejściu.
- No jasne… wchodź! - odpowiedziała radośnie.
- oOo skąd ta nagła zmiana nastroju? Od razu widać, że czujesz się lepiej :)
- Jutro wychodzę do domu, czuję się już dobrze i w ogóle wszystkie wyniki są poprawne… tylko będę musiała ich odwiedzać co jakiś czas na kontrole - roześmiała się Ania
- to cudownie.
- Michał…?
- tak?
- Powiedz mi coś o sobie.
- hmm… a co chcesz wiedzieć? Pytaj konkretnie :P
- no nie wiem :D wszystko :P
- no to powiedzmy, że mam 17 lat, jestem sobie zwyczajnym chłopakiem nie wiem co mam powiedzieć… dziwnie się mówi o sobie - powiedział
- a czym się interesujesz?
- trochę piłką ręczną, trochę koszykówką… grafika komputerowa i takie tam…
- a jakiej muzyki słuchasz?
- praktycznie to każdej, nie jestem wybredny - roześmiał się
- hehe ja też… ale nie lubię metalu i ostrego rocka…
- a gdzie się uczysz? - zapytał tym razem Michał
- w gimnazjum nr 2, a ty?
- ja w Elżbiecie… niestety :P
- Dlaczego niestety?
- Zrycie jest… nie idź tam.
- a właśnie się zastanawiam nad Elżbietą lub ekonomem… ale jeszcze czas, zobaczymy jak to będzie.
Rozmowa zaczęła im się kleić i trwała około godziny. Jednak po godzinie przyszedł doktor Lubrecki i Michał poszedł do domu, ale zdążyli się polubić i wymienić swoimi numerami.
- I jak Aniu? cieszysz się że już jutro do domu wychodzisz? - zapytał lekarz siadając na krześle obok Ani.
- tak… bardzo, ale… czy wszystko jest na pewno w porządku? Bo jak nie, to ja jeszcze zostanę w szpitalu, żeby tylko było jak najbezpieczniej dla dziecka.
- Nie ma takiej potrzeby. Wszystko jest ok. A badania będą często, ponieważ jesteś młoda i musimy kontrolować i Ciebie i dziecko. A gdyby coś się działo to od razu będziemy reagować. Musisz po prostu przestrzegać zasad a wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się do dziewczyny.
- no dobrze… a jakie to zasady?
- Po pierwsze, gdyby coś się działo niepokojącego pomiędzy badaniami kontrolnymi musisz niezwłocznie mnie o tym powiadomić. I najważniejsza zasada: unikaj stresu i nie denerwuj się. To jest najważniejsze. Stres jest bardzo szkodliwy dla dziecka. Pamiętaj, że dziecko wszystko czuje, każdy twój nastój, humor. Nie możesz się przemęczać, dźwigać ciężkich rzeczy. Wysypiaj się. Najlepiej idź spać o tej samej porze codziennie, w miarę możliwości oczywiście. I w szkole… bo jak mniemam będziesz do niej na razie chodziła, tak? - zapytał
- sądzę, że tak… nie chciałabym zawalić roku, ale szczerze to jeszcze nad szkołą nie myślałam. - powiedziała trochę zmartwiona
- nie martw się, jakoś to będzie :) a w szkole uważaj na przerwach, żeby nikt cię nie uderzył, nie popchnął na to uważaj. Dostaniesz zwolnienie z lekcji w-fu, ale to nie znaczy, że nie możesz ćwiczyć. Ćwiczenia gimnastyczne wykonuj, ale z granicą. Nic na siłę, tylko tyle ile możesz. Staraj się robić wszystko żeby się nie przeziębić. Nawet z głupim katarem jak wy to mówicie zgłoś się do lekarza. I pamiętaj żeby powiedzieć lekarzowi, że jesteś w ciąży i co najważniejsze NIE PRZYJMUJ SAMA ŻADNYCH LEKÓW - powiedział pomału, głośno i wyraźnie - zrozumiałaś?
- tak, nie będę.
- no i to o czym już raczej nie powinienem mówić, ale nie pij alkoholu ani nie pal…
- oczywiście panie doktorze.
- no to by było na tyle - uśmiechnął się i poklepał ją po ramieniu - zobaczysz… urodzisz słodkie maleństwo.
- dziękuję panie doktorze, bardzo panu dziękuję - powiedziała Ania dotykając brzucha i uśmiechając się do lekarza.
Lekarz poszedł, a Ania wyjęła swój notatnik, który przyniosła jej mama i zaczęła pisać…
“Więc jednak wszystko jest dobrze, urodzę piękne dziecko… :) Szkoda, że będę musiała je oddać… Będę musiała? Ale jak? Ja już je… pokochałam! Tak, pokochałam. Wiem, że przypomina mi… przypomina mi o tym wszystkim, ale ja je kocham… Nie chcę go oddawać… Ale co zrobić? Tak będzie dla dziecka lepiej… ja sobie poradzę, żeby tylko ono miało jak najlepsze życie. To przecież dziecko jest tu najważniejsze… nie ja… nie rodzice… tylko dziecko. Ehh tyle już za mną, ale jeszcze tyle przede mną! Teraz dopiero się zacznie… policja, pewnie będą przesłuchania, ale ja nie chce… ja nie chce zeznawać! przyjaciele… ciekawe jak zareagują, w końcu i tak się dowiedzą, aż nie chce mi się o tym myśleć :/ a szkoła? te.. O BOŻE!!! przecież ON… on będzie chodził do szkoły… Dopiero teraz o tym pomyślałam! skoro nie chcę zeznawać to.. to jemu nic na razie nie grozi… przecież nie było świadków! a co jeśli będzie mnie zaczepiał?! Ja nie chce go widzieć!!!!!!!!!!!!!!! Nie chce! NIE CHCE WRACAĆ DO SZKOŁY! Boję się go… :( Życie jest okrutne…”