rozdział 12 - a co dalej?

- Byłaś dzielna Aniu, mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość - powiedział lekarz z uśmiechem na twarzy stojąc nad łóżkiem Ani - którą pierwszą chcesz usłyszeć?
- może poproszę dobrą… nacieszę się nią zanim pan powie tą złą
- hm.. no dobrze.. tak więc tą dobrą wiadomością jest fakt, że będziemy się widywać na badaniach raz na trzy tygodnie, może co miesiąc, a jakby się coś działo to częściej… zobaczymy jeszcze jak to będzie - powiedział
- a ta zła? - zapytała niepewnie, gdyż na tą dobrą wcale z radości nie skakała
- no a ta zła… ehh… niestety już jutro nas opuszczasz i.. wracasz do domu!
- woow… naprawdę? Czy.. czy to znaczy… że wszystko jest w porządku? - zapytała z niedowierzaniem
- w jak najlepszym - powiedział rozbawiony
- Boże… dziękuję Panu bardzo… a co z dzieckiem?
- Nie martw się… wszystko jest tak jak być powinno. Jeszcze przyjdzie do Ciebie doktor Lubrecki i powie ci jakie diety musisz zastosować, co ograniczyć a co nie. Wszystko będzie dobrze. Jutro rano dostaniesz wypis.
- Naprawdę… bardzo panu dziękuję - powiedziała podekscytowana.
Była to informacja, o której marzyła w ostatnich dniach. Nadal jednak nie dowierzała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zdawało jej się, że specjalnie oszukują ją, żeby się nie martwiła, że jednak coś jest nie tak… po co inaczej byłyby tak często badania? Postanowiła się jednak nie zamartwiać na zapas i cieszyć się z tego, co mówią lekarze.
Kiedy rozległo się pukanie, a w drzwiach stanął uśmiechnięty Michał nie potrafiła nie odwzajemnić uśmiechu.
- Mogę - zapytał jednak niepewnie przy wejściu.
- No jasne… wchodź! - odpowiedziała radośnie.
- oOo skąd ta nagła zmiana nastroju? Od razu widać, że czujesz się lepiej :)
- Jutro wychodzę do domu, czuję się już dobrze i w ogóle wszystkie wyniki są poprawne… tylko będę musiała ich odwiedzać co jakiś czas na kontrole - roześmiała się Ania
- to cudownie.
- Michał…?
- tak?
- Powiedz mi coś o sobie.
- hmm… a co chcesz wiedzieć? Pytaj konkretnie :P
- no nie wiem :D wszystko :P
- no to powiedzmy, że mam 17 lat, jestem sobie zwyczajnym chłopakiem nie wiem co mam powiedzieć… dziwnie się mówi o sobie - powiedział
- a czym się interesujesz?
- trochę piłką ręczną, trochę koszykówką… grafika komputerowa i takie tam…
- a jakiej muzyki słuchasz?
- praktycznie to każdej, nie jestem wybredny - roześmiał się
- hehe ja też… ale nie lubię metalu i ostrego rocka…
- a gdzie się uczysz? - zapytał tym razem Michał
- w gimnazjum nr 2, a ty?
- ja w Elżbiecie… niestety :P
- Dlaczego niestety?
- Zrycie jest… nie idź tam.
- a właśnie się zastanawiam nad Elżbietą lub ekonomem… ale jeszcze czas, zobaczymy jak to będzie.
Rozmowa zaczęła im się kleić i trwała około godziny. Jednak po godzinie przyszedł doktor Lubrecki i Michał poszedł do domu, ale zdążyli się polubić i wymienić swoimi numerami.
- I jak Aniu? cieszysz się że już jutro do domu wychodzisz? - zapytał lekarz siadając na krześle obok Ani.
- tak… bardzo, ale… czy wszystko jest na pewno w porządku? Bo jak nie, to ja jeszcze zostanę w szpitalu, żeby tylko było jak najbezpieczniej dla dziecka.
- Nie ma takiej potrzeby. Wszystko jest ok. A badania będą często, ponieważ jesteś młoda i musimy kontrolować i Ciebie i dziecko. A gdyby coś się działo to od razu będziemy reagować. Musisz po prostu przestrzegać zasad a wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się do dziewczyny.
- no dobrze… a jakie to zasady?
- Po pierwsze, gdyby coś się działo niepokojącego pomiędzy badaniami kontrolnymi musisz niezwłocznie mnie o tym powiadomić. I najważniejsza zasada: unikaj stresu i nie denerwuj się. To jest najważniejsze. Stres jest bardzo szkodliwy dla dziecka. Pamiętaj, że dziecko wszystko czuje, każdy twój nastój, humor. Nie możesz się przemęczać, dźwigać ciężkich rzeczy. Wysypiaj się. Najlepiej idź spać o tej samej porze codziennie, w miarę możliwości oczywiście. I w szkole… bo jak mniemam będziesz do niej na razie chodziła, tak? - zapytał
- sądzę, że tak… nie chciałabym zawalić roku, ale szczerze to jeszcze nad szkołą nie myślałam. - powiedziała trochę zmartwiona
- nie martw się, jakoś to będzie :) a w szkole uważaj na przerwach, żeby nikt cię nie uderzył, nie popchnął na to uważaj. Dostaniesz zwolnienie z lekcji w-fu, ale to nie znaczy, że nie możesz ćwiczyć. Ćwiczenia gimnastyczne wykonuj, ale z granicą. Nic na siłę, tylko tyle ile możesz. Staraj się robić wszystko żeby się nie przeziębić. Nawet z głupim katarem jak wy to mówicie zgłoś się do lekarza. I pamiętaj żeby powiedzieć lekarzowi, że jesteś w ciąży i co najważniejsze NIE PRZYJMUJ SAMA ŻADNYCH LEKÓW - powiedział pomału, głośno i wyraźnie - zrozumiałaś?
- tak, nie będę.
- no i to o czym już raczej nie powinienem mówić, ale nie pij alkoholu ani nie pal…
- oczywiście panie doktorze.
- no to by było na tyle - uśmiechnął się i poklepał ją po ramieniu - zobaczysz… urodzisz słodkie maleństwo.
- dziękuję panie doktorze, bardzo panu dziękuję - powiedziała Ania dotykając brzucha i uśmiechając się do lekarza.
Lekarz poszedł, a Ania wyjęła swój notatnik, który przyniosła jej mama i zaczęła pisać…
“Więc jednak wszystko jest dobrze, urodzę piękne dziecko… :) Szkoda, że będę musiała je oddać… Będę musiała? Ale jak? Ja już je… pokochałam! Tak, pokochałam. Wiem, że przypomina mi… przypomina mi o tym wszystkim, ale ja je kocham… Nie chcę go oddawać… Ale co zrobić? Tak będzie dla dziecka lepiej… ja sobie poradzę, żeby tylko ono miało jak najlepsze życie. To przecież dziecko jest tu najważniejsze… nie ja… nie rodzice… tylko dziecko. Ehh tyle już za mną, ale jeszcze tyle przede mną! Teraz dopiero się zacznie… policja, pewnie będą przesłuchania, ale ja nie chce… ja nie chce zeznawać! przyjaciele… ciekawe jak zareagują, w końcu i tak się dowiedzą, aż nie chce mi się o tym myśleć :/ a szkoła? te.. O BOŻE!!! przecież ON… on będzie chodził do szkoły… Dopiero teraz o tym pomyślałam! skoro nie chcę zeznawać to.. to jemu nic na razie nie grozi… przecież nie było świadków! a co jeśli będzie mnie zaczepiał?! Ja nie chce go widzieć!!!!!!!!!!!!!!! Nie chce! NIE CHCE WRACAĆ DO SZKOŁY! Boję się go… :( Życie jest okrutne…”

Opublikowany w: on luty 23, 2008 at 9:30 pm Komentarze (0)
Tags: , , , , , ,

rozdział 11 - decyzja

- Mamoo…
- Słucham Aniu? Nie zauważyłam kiedy się obudziłaś - uśmiechnęła się mama podnosząc wzrok z gazety na córkę.
- Nie spałam… leżałam, nie mogę zasnąć… Mamo, co byś zrobiła na moim miejscu? Powiedz… co ja mam zrobić? - pytała, ale głos jej się załamywał
- Dziecko… masz 15 lat, całe życie przed Tobą. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że dziecko wszystko zmieni w Twoim życiu. Zawsze będziesz musiała pomyśleć najpierw o nim, a dopiero potem o sobie. Wychowywanie dziecka to nie jest prosta sprawa… - zaczęła jej tłumaczyć mama.
- tak mamo, ja to wszystko wiem… ale żeby podjąć decyzję muszę wiedzieć na ile Wy jesteście w stanie mi pomóc. Dziecko kosztuje, a ja nie mam stałych dochodów. Wiem, że coś dostałabym od państwa, ale nie wiem czy to wystarczy. Poza tym czy wy w ogóle chcecie mi pomóc w wychowaniu…
- ależ… - wtrąciła się w zdanie mama
- nie przerywaj mi mamo, daj mi skończyć i powiedz szczerze jak to jest od waszej strony - przerwała jej poważnie. W tym momencie do sali wszedł ojciec - o tato, dobrze, że jesteś… siadaj - powiedziała a sama wstała i podeszła do okna. - właśnie rozmawiałam z mamą o tym, co teraz zrobić. Nie uświadamiajcie mnie w tym pod względem, że już się wszystko zmieni i skończy się zabawa, bo ja to wszystko wiem. Jest mało czasu na podjęcie decyzji. Stało się jak się stało, tego już nie zmieni żadne z nas. Teraz musimy zastanowić się, co dalej… Całą noc nie spałam i myślałam jak to będzie… Zdecydowałam i zdania nie zmienię niezależnie od tego jakie będzie wasze zdanie, że dziecka nie usunę. Ono niczemu nie zawiniło, a ja nie pozwolę na to żeby moje dziecko zostało zabite… - i w tym momencie urwała, nie zwracając uwagi na zszokowanych rodziców zdała sobie sprawę, że zachowuje się jak prawdziwa matka. Czuje, że nosi w sobie dziecko, swoje dziecko… Ania nagle wyszła ze stanu szoku, tej zaczynającej się depresji… wzięła się w garść w ciągu jednej nocy, bo zdała sobie sprawę z tego, że już nie decyduje tylko o sobie. Wiedziała, że to od niej zależy życie jej dziecka. A kiedy już uznała to dziecko za swoje nie mogła pozwolić na to, żeby stała mu się krzywda. Po krótkiej chwili kontynuowała dalej. - Musicie mnie zrozumieć. To dziecko nie było owocem miłości… - znowu urwała, gdyż gardło jej się zacisnęło a w oczach pojawiły się łzy, ale przełknęła ślinę, przymknęła swoje niebieskie oczy i dzielnie mówiła dalej - …ale to dziecko jest moje i chcę je urodzić. Nie dam rady go wychować… a na pewno nie zdołam wychować go sama. Do wyboru są dwa wyjścia: albo pomożecie mi wychować dziecko i przyjmiecie nas oboje pod swoim dachem, albo urodzę i oddam dziecko do adopcji… może kiedyś zrozumie. Są takie adopcje w których matka może się widywać z dzieckiem bez ograniczeń. Może znajdę  rodzinę, która zgodzi się na takie warunki… nie usunę dziecka. - zakończyła czując się jak w filmie… tylko, ze to ona była jego główną bohaterką, a nie jak zwykle widzem. Zszokowani zachowaniem i dorosłą wypowiedzią córki rodzice przez chwilę jeszcze nie wiedzieli, co powiedzieć… pierwszy odezwał się ojciec.
- moim zdaniem trzeba się na spokojnie zastanowić nad dalszym rozwiązaniem. Nikt cię nie zmusi do aborcji, my jako rodzice tym bardziej, to by było okrutne - powiedział, na co matka skinęła głową i przejęła głos.
- jeśli czujesz się na siłach, żeby przejść przez całą ciążę to nie robimy ci z tego powodu problemów. Ale wiesz, że musisz zastosować się do różnych diet, przechodzić pewne etapy ciąży, które bywają trudne? - zapytała
- dam rady mamo, muszę… wiele nastolatek jest w ciąży i sobie radzą i ja też sobie poradzę… - odpowiedziała zawzięcie.
- w takim razie jeśli ustaliliśmy, że urodzisz dziecko możemy powiadomić o tym lekarza. A co zrobimy po narodzinach dziecka musimy dobrze się zastanowić i proponuje z tym zaczekać parę dni i
pomyśleć. - powiedział pan Tadeusz.
- ale jesteś pewna córeczko? wiesz, że już nie będzie odwrotu? musisz podjąć ostateczną decyzję… - dopytywała się mama.
- tak mamo… jestem pewna. urodzę to dziecko! - powiedziała dzielnie.
Tak więc parę minut później Ania oraz rodzice poinformowali lekarza o podjętej decyzji. Następnego dnia miała zostać przewieziona na ginekologię, w celu przeprowadzenia badań, a za dwa dni jeśli wyniki będą dobre zostanie wypisana do domu. Na tą wiadomość Ania, aż krzyknęła z radości. teraz marzyła jej się ciepła kąpiel i wygodne swoje łóżeczko. ale to dopiero za dwa dni… za to po południu w szpitalu czekała ją miła niespodzianka. Mianowicie odwiedzili ją koledzy i koleżanki z klasy. Każdy uścisnął Anię i dali jej kwiaty. Przez godzinę opowiadali jedno przez drugiego jak się martwili, jak nauczyciele się dopytują gdzie jest, że nudno bez niej i wygłupiali się. Dzięki nim Ania zapomniała o wszystkich problemach, które teraz jej spadły na głowę. Po godzinie zaczęli się rozchodzić. Została już tylko Julka, żeby porozmawiać jak dawniej.
- Przepraszam Ania, że wcześniej do ciebie nie przyszłam, ale na prawdę nie wiedziałam nawet jak się zachować… wiem, co się stało… jest mi tak bardzo przykro, jeszcze zostawiłam cię z tym samą - powiedziała wtulając do siebie Anię
- Nic się nie stało Juluś… nie mam do ciebie pretensji. I tak musiałam pobyć trochę sama Kochanie. Sądzę, że gdybyś przyszła wcześniej nie byłabym w stanie z tobą rozmawiać. Dopiero dziś wróciłam do formy, na prawdę się cieszę, że przyszli wszyscy - powiedziała z uśmiechem.
- Fajną mamy klasę, co? - roześmiała się Julka
- Świetną - potwierdziła
- Kiedy cię wypisują? - zapytała Julia
- Chyba za dwa dni, jeszcze muszą mi powtórzyć badania i dopiero wtedy jak będzie ok mogą mnie wypisać.
- A jak się czujesz?
- Dobrze… już dobrze… - powiedziała zmienionym głosem i szybko odwróciła wzrok. Niby rozmawiała z najlepszą przyjaciółką, a nie umiała przyznać, że jest w ciąży… Dlaczego zwleka? Przecież i tak wszyscy się dowiedzą, a to jest jej najbliższa przyjaciółka…
- Na pewno? - upewniła się zaniepokojona tonem jakim odpowiedziała Ania
- Tak, wszystko ok. Nie martw się Kochanie - powiedziała z udawanym uśmiechem.
- To dobrze… - odwzajemniła uśmiech, chociaż wiedziała, że Ania nie jest z nią szczera. Nie dociekała prawdy, bo nie chciała naciskać na Anię. Doszła do wniosku, że jeśli Ania będzie gotowa to jej o wszystkim powie. - Wiesz Aniuś… ja już muszę zmykać, ale mogę Cię jutro odwiedzić - powiedziała miło
- hm.. z tego, co wiem to jutro będę miała cały dzień badania na różnych oddziałach, więc nie wiem czy będę miała możliwość do odwiedzin. Napiszę ci esa jutro, ok?
- ok, to czekam na eska, teraz już lecę. Buźka - pożegnała się z Anią i wyszła.
A Julka rozmyślała trzymając rękę na brzuchu… Tak kochała dzieci, że już od pierwszych dni przywiązywała się do tej malutkiej fasolki… Ale wiedziała, że nie poradzi sobie z wychowaniem… że będzie musiała je oddać zaraz po tym, jak przyjdzie na świat… Bała się, że serce jej pęknie z bólu jak przyjdzie czas rozstania. Na samą myśl zacisnęło jej się gardło, a łzy pociekły jak woda z kranu…

Opublikowany w: on luty 20, 2008 at 12:22 przed południem Komentarze (0)
Tags: , , , ,

rozdział 10 - w roli matki…?

- Proszę - rzekł lekarz po usłyszeniu pukania do drzwi
- Dzień dobry panie doktorze, mieliśmy przyjść dziś rano do pana - powiedział pan Tadeusz
- tak, tak… proszę usiąść - wskazał rodzicom dwa krzesełka na przeciwko siebie
- Czy już coś wiadomo?
- tak mamy już wyniki badań. Na szczęście żaden narząd nie został uszkodzony i wszystko jest w porządku pod tym względem. Nie ma wstrząsu mózgu, nerki również są w porządku…
- to całe szczęście… - uradowała się pani Ela - to znaczy, że trzeba się już skupić tylko na stanie psychicznym?
- …i tak… i nie… - powiedział pomału lekarz
- co to znaczy? - zapytał ojciec dziewczynki i w tym samym czasie do pokoju lekarskiego wszedł młody lekarz
- wołałeś mnie? - zapytał lekarza prowadzącego
- tak  Wojtek, chodź. To są rodzice Ani, którą dzisiaj badałeś, przedstaw im wszystko dokładnie, ja jeszcze nie zdążyłem powiedzieć.
- a..ale o czym panie doktorze? co się stało? - zaniepokoili się już rodzice
- spokojnie, to jest doktor Wojciech Lubrecki, ginekolog, który wszystko Państwu wytłumaczy - powiedział i zwolnił miejsce lekarzowi, a sam usiadł na krześle obok.
- Proszę Państwa - zwrócił się do zaskoczonych rodziców - Ania jest w ciąży… - powiedział, ale przerwał, bo pani Ela wydała z siebie stłumiony, krótki krzyk przerażenia - spokojnie… jesteśmy pewni, że dziecko powstało w wyniku przemocy i wykorzystania seksualnego. Prawo zezwala w tej sytuacji na aborcje, której mogę się podjąć. Decyzja należy do Państwa i Państwa córki.
- czy można usunąć nie mówiąc jej o ciąży? przecież to zrujnuje jej życie, nigdy nie zapomni o tym co się stało, bo zawsze dziecko będzie jej o tym przypominało… ona nie może się dowiedzieć - zapytała pani Ela.
- nie, nie… takie wyjście nie wchodzi w grę. Państwa córka ma już  15 lat, musi wiedzieć o tym, że jest w ciąży i musi podjąć decyzję… Państwo mogą jej w tym pomóc, ale to do niej należy ostatnie słowo. - stwierdził.
- Czy ciąża w tym wieku nie jest niebezpieczna dla naszej córki?
- Ania do tej pory rozwijała się prawidłowo, nie widzę przeciwwskazań od strony zdrowotnej do urodzenia tego dziecka. Wszystko zależy od tego, czy Ania pod względem psychicznym będzie w stanie zostać matką oraz od tego na ile Państwo będę mogli jej pomóc. To dla niej teraz najważniejsze, żeby czuć w Państwu oparcie. - tłumaczył lekarz
- rozumiem… a ile czasu ma na podjęcie decyzji? - zapytała matka
- im szybciej tym lepiej… Ania jest młoda i czym później tym większe ryzyko. Chciałbym znać decyzję w ciągu najbliższych dni. Jeśli Państwo chcą to mogę jej powiedzieć o tym dzisiaj, niech się z tym prześpi i na spokojnie pomyśli. Chyba, że to Państwo chcą ją poinformować?
- Nie Panie doktorze… niech Pan jej powie… tylko proszę delikatnie.
- Dobrze w takim razie, ja już pójdę i zostawię Państwa z lekarzem prowadzącym, będziemy w kontakcie, do widzenia.
- do widzenia - odpowiedzieli rodzice
- zaczekaj Wojtek - zawołał doktor Sokół i podszedł do drzwi, w których stał Wojtek. - jeśli Ania zdecyduje się kontynuować ciążę to ile chcesz ją jeszcze trzymać na obserwacji?
- słuchaj… nie widzę pod tym względem żadnych przeciwwskazań do wypisu. Zatrzymajmy ją jeszcze dwa, góra trzy dni i myślę, że można wypisać. Chyba, że zdecyduje się na aborcje to wtedy oczywiście nie.
- dzięki, to idź jej powiedz, ja jeszcze porozmawiam z rodzicami. - powiedział, po czym zwrócił się do rodziców - Nie chcę Państwa dłużej zatrzymywać, myślę, że w ciągu kilku dni już wypiszemy Anię, jeśli nie zdecyduje się na usunięcie dziecka. Jeszcze jedna sprawa, mianowicie czy Państwo będą korzystać z usług szpitalnego psychologa, czy na własną rękę u kogoś innego?
- Po wyjściu ze szpitala zapewnimy jej opiekę psychologa na własną rękę - odpowiedział ojciec dziewczyny.
W tym samym czasie lekarz wszedł do sali Ani.
- to nie możliwe… - płakała - to nie może być prawda! przecież ja jestem za młoda. miałam plany na życie, chciałam skończyć prawo, wyjechać, mieć męża, psa i gromadkę dzieci… ale nie teraz! po cholerę  poszłam na tą dyskotekę……
- nie obwiniaj się - przerwał jej młody lekarz - to nie Twoja wina, była tu policja, powinnaś zeznawać i ukarać tego, który Ci to zrobił
- nie - powiedziała stanowczo odwracając głowę, nagle zrobiła się bardzo poważna i przestałą płakać - nie będę zeznawać
- ale…
- proszę mnie zostawić samą
- Aniu nie zamykaj się w sobie - próbował naprawić kontakt, ale na daremne - zostawię Ci tutaj ulotki dotyczące aborcji i ciąży, prześpij się z tym… ale nie zwlekaj długo z decyzją. Przyjdę jeszcze do Ciebie, odpocznij. - powiedział i wyszedł, a do sali weszli rodzice.
- córeczko… - podbiegła do niej mama i mocno ją przytuliła
Na to zdrobnienie Ania uświadomiła sobie, że ona też będzie mogła niedługo mówić do tego ziarenka, które trzyma w sobie “córeczko” lub “synku”. Pozwolić mu żyć?
- mamo… zostawcie mnie samą - powiedziała, a jej oczy się zaszkliły.
- ale córeczko… - zaprotestowała mama
- mamo, proszę!
- chodź Elu… zostawmy ją na trochę - mąż zwrócił się do żony, a następnie opuścili salę.
Na korytarzu wpadł na nich Malutki ubrany w szerokie dżinsy i szeroką bluzę.
- przepraszam - powiedział i ruszył w kierunku sali Ani.
- chwileczkę chłopcze - zawołał pan Tadeusz - kogoś szukasz?
- w prawdzie już nie szukam, bo znalazłem, a o co chodzi?
- a kim jesteś?
- yy no wie pan.. .to chyba ja powinienem o to zapytać. Zatrzymuje mnie pan i wypytuje, to chyba coś nie tak…
- ja jestem ojcem tej dziewczyny i wolałbym wiedzieć, kto ją odwiedza, tym bardziej, że cię chłopcze nie znam.
- ahm… rozumiem,  nazywam się Michał Nochelski, to ja znalazłem ją nieprzytomną i zadzwoniłem po pogotowie, chciałem się dowiedzieć jak się czuje. - powiedział Malutki
- to Ty ją znalazłeś? - zapytał z niedowierzaniem - chcielibyśmy Ci z żoną podziękować… - powiedział i uścisnął mu dłoń
- nie ma za co… każdy zrobiłby to samo na moim miejscu - powiedział z uśmiechem - czy mogę ją zobaczyć? - zapytał
- niestety… ona dużo przeżyła i nie chce być na razie sama.
- ja jednak nalegam… jeśli nie będzie chciała rozmawiać to wyjdę - obiecał, ale ojciec nie chciał ulec - proszę chociaż jej zapytać… jeśli powie nie, to nie będę wchodził - walczył i ojciec wszedł do sali, zamykając za sobą drzwi.
- proszę, możesz wejść, ale nie długo i zostaw otwarte drzwi - powiedział do Michała wychodząc z sali córki.
- dziękuję - odpowiedział i wszedł do Ani.
Ich rozmowa nie trwała długo, Ania nie wiedziała, czy ma dziękować mu za to, że ją uratował, czy wręcz przeciwnie. Była w sytuacji, z której nie widziała wyjścia. Nie chciała usuwać dziecka, bo to nie ono zawiniło, ale z drugiej strony nie wyobrażała sobie siebie w roli matki. Jedynym wyjściem było oddanie dziecka do adopcji. Ale czy będzie w stanie to zrobić? Czy nie obudzi się w niej instynkt macierzyński, który jej na to nie pozwoli? A co wtedy zrobi? Może jednak lepiej usunąć dziecko teraz, póki można…

Opublikowany w: on luty 14, 2008 at 10:54 pm Komentarze (0)
Tags: , , , , , ,

rozdział 9 - szpital

- Panie doktorze, co z naszą córką? Gdzie ona jest? - pani Ela dobiegła do lekarza zaraz po wejściu na oddział.
- Chodzi o tą młodą dziewczynę, którą do nas przywieźli, Annę Kieszkowską?
- tak, to nasza córka. Co się z nią dzieje? - zapytał pan Tadeusz
- proszę za mną do pokoju lekarskiego, tam spokojnie porozmawiamy - powiedział i wskazał drogę do oddzielnego pomieszczenia - proszę usiąść - powiedział wchodząc do zielonego pomieszczenia i wskazał dwa krzesła, a sam usiadł na przeciwko nich za biurkiem zapełnionym papierami. - Państwa córka została dzisiaj przywieziona do nas w stanie nieprzytomnym. Na ciele ma ślady pobicia, nie wykluczamy wstrząsu mózgu. Po oględzinach Państwa córki nie wykluczamy również wykorzystania na tle seksualnym. Zostaną przeprowadzone szczegółowe badania, obejrzy ją ginekolog, neurolog, zapewne po odzyskaniu przytomności będzie również potrzebna pomoc psychologa.
- kiedy odzyska przytomność? - zapytał ojciec dziewczyny
- Tego jeszcze nie wiemy, może jeszcze dziś, a najpóźniej w ciągu kilku dni. Ale proszę być dobrej myśli, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
- Co będzie jak odzyska przytomność? - dopytywała się matka
- Sądzę, że fizycznie szybko dojdzie do siebie - to młody organizm, gorzej będzie z psychiką.  Jeśli okaże się, że została wykorzystana na tle seksualnym to może długo pozostać w jej pamięci. Nie obejdzie się bez pomocy psychologa, jak już wcześniej wspominałem. Myślę, że Państwo również powinni porozmawiać z psychologiem. W naszym szpitalu psycholog jest często. Proszę z nim porozmawiać. Teraz najważniejsze dla Państwa córki to poczucie bezpieczeństwa, musi wiedzieć i czuć, że ma w Państwu oparcie. To pomoże w leczeniu córki. O dalszym leczeniu będą Państwo systematycznie informowani. Proszę teraz być z córką, a jak odzyska przytomność to proszę nie wypytywać się co się stało z obawy przed zamknięciem się w sobie, psycholog z nią porozmawia i dowiemy się, co tak na prawdę się tam wydarzyło.
- dziękuje panie doktorze - pan Tadeusz uścisnął dłoń lekarzowi
- proszę być dobrej myśli - lekarz uśmiechnął się do rodziców dziewczynki. - Do widzenia.
- Do widzenia - odpowiedzieli rodzice i wyszli w kierunku sali Ani.
 ***
3 dni później
Minęły już dwa dni, a Ania nadal była nieprzytomna. Rodzice z niepokojem przesiadywali całymi dniami przy jej łóżku, na wypadek, gdyby się obudziła. Niestety ich córka nie odzyskiwała przytomności.
- Elu, chodź na dół do bufetu, zjemy jakiś obiad… długo nie jadłaś i nie spałaś, musisz być silna! - rzekł pan Tadeusz.
- nie Tadziu, Ty idź, a ja tu posiedzę - odpowiedziała nie odrywając wzroku od swojej córki.
- tak nie można! chodź, nic jej nie będzie przez tą chwilę, zresztą pielęgniarki tu są, ma dobrą opiekę - złapał żonę za rękę i wyprowadził z sali prosto do bufetu, gdzie zamówił dla nich obiad.
- Co teraz będzie? - zapytała kobieta
- Nie martw się… teraz będzie już tylko lepiej.
- przecież ona się nie pozbiera, nie zapomni o tym nigdy… - lamentowała
- Kochanie! Pomożemy jej, to nasza córka, uwierz… będzie dobrze, na prawdę! - pocieszał żonę trzymając ją za rękę.
- obiecujesz? - zapytała męża przez zaciśnięte gardło, jak małe dziecko…
- obiecuję - przyrzekł pan Tadeusz i mocno przytulił do siebie żonę, która się rozpłakała.
Po chwili, kiedy pani Ela się uspokoiła zjedli w ciszy obiad. Jakiś czas później poszli na oddział Ani. Zaraz po wejściu na oddział usłyszeli dobiegające z sali krzyki
- ZOSTAW MNIE!! ODEJDŹ, NIE DOTYKAJ, GDZIE JA JESTEM?!?!?! - histerycznie krzyczała Ania.
- Panie doktorze, szybko! - wołała pielęgniarka.
- Siostro proszę jej podać Relanium domięśniowo - rozkazał lekarz wbiegając do sali - Aniu spokojnie, jesteś w szpitalu, chcemy ci pomóc. Już nic ci nie grozi, jesteś bezpieczna - pomału starał się podejść do skulonej na łóżku Ani i przytrzymać ją. - połóż spokojnie rękę, pani da ci lek. - powiedział wyciągając do niej dłoń.
- ZOSTAW MNIE!!! NIE PODCHODŹ!!!!!!! - nadal krzyczała i płakała przeraźliwie nie pozwalając się dotknąć.
Rodzice słysząc te krzyki szybko przebiegli przez oddział i wbiegli do sali swojej córki mocno ją przytulając.
- córeczko spokojnie… już po wszystkim… nic ci tu nie grozi, jesteśmy z tobą kochanie - przytulała ją mocno mama, płacząc razem z nią.
- kochanie jesteś w szpitalu, pan doktor chce ci pomóc, daj rękę… - powiedział spokojnie tata przytrzymując jej rękę, w czasie gdy siostra wstrzykiwała lek.
- mmmamo… ja nie chciałam - płakała wtulona do mamy Ania - to onn… jjja..
- nie myśl teraz o tym Kotku - przytuliła ją jeszcze mocniej mama i położyła na łóżku - już po wszystkim, teraz będzie tylko lepiej.
Po chwili lek zaczął działać, Ania uspokoiła się i zasnęła, trzymając mamę za rękę. Lekarz wyszedł razem z ojcem dziewczynki na korytarz.
- Panie doktorze czy ona… to normalne zachowanie? - zapytał zaniepokojony stanem psychicznym córki ojciec.
- Tak i niestety to nie koniec, teraz dostała leki uspokajające i przez jakiś czas będzie je musiała dostawać. Jak już mówiłem nie obejdzie się bez pomocy i terapii psychologa. Czeka ją trudny okres. Jak się obudzi to przeprowadzimy resztę badań. Proszę być teraz z córką, a jutro rano proszę, aby przyszli państwo do mojego gabinetu, będziemy mieli już wyniki badań.
- dziękuję panie doktorze - uścisnął dłoń lekarzowi i wrócił do sali.

Opublikowany w: on luty 6, 2008 at 11:39 pm Komentarze (0)
Tags: , , , , ,