rozdział 10 – w roli matki…?

- Proszę – rzekł lekarz po usłyszeniu pukania do drzwi
- Dzień dobry panie doktorze, mieliśmy przyjść dziś rano do pana – powiedział pan Tadeusz
- tak, tak… proszę usiąść – wskazał rodzicom dwa krzesełka na przeciwko siebie
- Czy już coś wiadomo?
- tak mamy już wyniki badań. Na szczęście żaden narząd nie został uszkodzony i wszystko jest w porządku pod tym względem. Nie ma wstrząsu mózgu, nerki również są w porządku…
- to całe szczęście… – uradowała się pani Ela – to znaczy, że trzeba się już skupić tylko na stanie psychicznym?
- …i tak… i nie… – powiedział pomału lekarz
- co to znaczy? – zapytał ojciec dziewczynki i w tym samym czasie do pokoju lekarskiego wszedł młody lekarz
- wołałeś mnie? – zapytał lekarza prowadzącego
- tak  Wojtek, chodź. To są rodzice Ani, którą dzisiaj badałeś, przedstaw im wszystko dokładnie, ja jeszcze nie zdążyłem powiedzieć.
- a..ale o czym panie doktorze? co się stało? – zaniepokoili się już rodzice
- spokojnie, to jest doktor Wojciech Lubrecki, ginekolog, który wszystko Państwu wytłumaczy – powiedział i zwolnił miejsce lekarzowi, a sam usiadł na krześle obok.
- Proszę Państwa – zwrócił się do zaskoczonych rodziców – Ania jest w ciąży… – powiedział, ale przerwał, bo pani Ela wydała z siebie stłumiony, krótki krzyk przerażenia – spokojnie… jesteśmy pewni, że dziecko powstało w wyniku przemocy i wykorzystania seksualnego. Prawo zezwala w tej sytuacji na aborcje, której mogę się podjąć. Decyzja należy do Państwa i Państwa córki.
- czy można usunąć nie mówiąc jej o ciąży? przecież to zrujnuje jej życie, nigdy nie zapomni o tym co się stało, bo zawsze dziecko będzie jej o tym przypominało… ona nie może się dowiedzieć – zapytała pani Ela.
- nie, nie… takie wyjście nie wchodzi w grę. Państwa córka ma już  15 lat, musi wiedzieć o tym, że jest w ciąży i musi podjąć decyzję… Państwo mogą jej w tym pomóc, ale to do niej należy ostatnie słowo. – stwierdził.
- Czy ciąża w tym wieku nie jest niebezpieczna dla naszej córki?
- Ania do tej pory rozwijała się prawidłowo, nie widzę przeciwwskazań od strony zdrowotnej do urodzenia tego dziecka. Wszystko zależy od tego, czy Ania pod względem psychicznym będzie w stanie zostać matką oraz od tego na ile Państwo będę mogli jej pomóc. To dla niej teraz najważniejsze, żeby czuć w Państwu oparcie. – tłumaczył lekarz
- rozumiem… a ile czasu ma na podjęcie decyzji? – zapytała matka
- im szybciej tym lepiej… Ania jest młoda i czym później tym większe ryzyko. Chciałbym znać decyzję w ciągu najbliższych dni. Jeśli Państwo chcą to mogę jej powiedzieć o tym dzisiaj, niech się z tym prześpi i na spokojnie pomyśli. Chyba, że to Państwo chcą ją poinformować?
- Nie Panie doktorze… niech Pan jej powie… tylko proszę delikatnie.
- Dobrze w takim razie, ja już pójdę i zostawię Państwa z lekarzem prowadzącym, będziemy w kontakcie, do widzenia.
- do widzenia – odpowiedzieli rodzice
- zaczekaj Wojtek – zawołał doktor Sokół i podszedł do drzwi, w których stał Wojtek. – jeśli Ania zdecyduje się kontynuować ciążę to ile chcesz ją jeszcze trzymać na obserwacji?
- słuchaj… nie widzę pod tym względem żadnych przeciwwskazań do wypisu. Zatrzymajmy ją jeszcze dwa, góra trzy dni i myślę, że można wypisać. Chyba, że zdecyduje się na aborcje to wtedy oczywiście nie.
- dzięki, to idź jej powiedz, ja jeszcze porozmawiam z rodzicami. – powiedział, po czym zwrócił się do rodziców – Nie chcę Państwa dłużej zatrzymywać, myślę, że w ciągu kilku dni już wypiszemy Anię, jeśli nie zdecyduje się na usunięcie dziecka. Jeszcze jedna sprawa, mianowicie czy Państwo będą korzystać z usług szpitalnego psychologa, czy na własną rękę u kogoś innego?
- Po wyjściu ze szpitala zapewnimy jej opiekę psychologa na własną rękę – odpowiedział ojciec dziewczyny.
W tym samym czasie lekarz wszedł do sali Ani.
- to nie możliwe… – płakała – to nie może być prawda! przecież ja jestem za młoda. miałam plany na życie, chciałam skończyć prawo, wyjechać, mieć męża, psa i gromadkę dzieci… ale nie teraz! po cholerę  poszłam na tą dyskotekę……
- nie obwiniaj się – przerwał jej młody lekarz – to nie Twoja wina, była tu policja, powinnaś zeznawać i ukarać tego, który Ci to zrobił
- nie – powiedziała stanowczo odwracając głowę, nagle zrobiła się bardzo poważna i przestałą płakać – nie będę zeznawać
- ale…
- proszę mnie zostawić samą
- Aniu nie zamykaj się w sobie – próbował naprawić kontakt, ale na daremne – zostawię Ci tutaj ulotki dotyczące aborcji i ciąży, prześpij się z tym… ale nie zwlekaj długo z decyzją. Przyjdę jeszcze do Ciebie, odpocznij. – powiedział i wyszedł, a do sali weszli rodzice.
- córeczko… – podbiegła do niej mama i mocno ją przytuliła
Na to zdrobnienie Ania uświadomiła sobie, że ona też będzie mogła niedługo mówić do tego ziarenka, które trzyma w sobie “córeczko” lub “synku”. Pozwolić mu żyć?
- mamo… zostawcie mnie samą – powiedziała, a jej oczy się zaszkliły.
- ale córeczko… – zaprotestowała mama
- mamo, proszę!
- chodź Elu… zostawmy ją na trochę – mąż zwrócił się do żony, a następnie opuścili salę.
Na korytarzu wpadł na nich Malutki ubrany w szerokie dżinsy i szeroką bluzę.
- przepraszam – powiedział i ruszył w kierunku sali Ani.
- chwileczkę chłopcze – zawołał pan Tadeusz – kogoś szukasz?
- w prawdzie już nie szukam, bo znalazłem, a o co chodzi?
- a kim jesteś?
- yy no wie pan.. .to chyba ja powinienem o to zapytać. Zatrzymuje mnie pan i wypytuje, to chyba coś nie tak…
- ja jestem ojcem tej dziewczyny i wolałbym wiedzieć, kto ją odwiedza, tym bardziej, że cię chłopcze nie znam.
- ahm… rozumiem,  nazywam się Michał Nochelski, to ja znalazłem ją nieprzytomną i zadzwoniłem po pogotowie, chciałem się dowiedzieć jak się czuje. – powiedział Malutki
- to Ty ją znalazłeś? – zapytał z niedowierzaniem – chcielibyśmy Ci z żoną podziękować… – powiedział i uścisnął mu dłoń
- nie ma za co… każdy zrobiłby to samo na moim miejscu – powiedział z uśmiechem – czy mogę ją zobaczyć? – zapytał
- niestety… ona dużo przeżyła i nie chce być na razie sama.
- ja jednak nalegam… jeśli nie będzie chciała rozmawiać to wyjdę – obiecał, ale ojciec nie chciał ulec – proszę chociaż jej zapytać… jeśli powie nie, to nie będę wchodził – walczył i ojciec wszedł do sali, zamykając za sobą drzwi.
- proszę, możesz wejść, ale nie długo i zostaw otwarte drzwi – powiedział do Michała wychodząc z sali córki.
- dziękuję – odpowiedział i wszedł do Ani.
Ich rozmowa nie trwała długo, Ania nie wiedziała, czy ma dziękować mu za to, że ją uratował, czy wręcz przeciwnie. Była w sytuacji, z której nie widziała wyjścia. Nie chciała usuwać dziecka, bo to nie ono zawiniło, ale z drugiej strony nie wyobrażała sobie siebie w roli matki. Jedynym wyjściem było oddanie dziecka do adopcji. Ale czy będzie w stanie to zrobić? Czy nie obudzi się w niej instynkt macierzyński, który jej na to nie pozwoli? A co wtedy zrobi? Może jednak lepiej usunąć dziecko teraz, póki można…

Opublikowane w: on luty 14, 2008 at 10:54 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/02/14/rozdzial-10-w-roli-matki/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment