rozdział 11 - decyzja
- Mamoo…
- Słucham Aniu? Nie zauważyłam kiedy się obudziłaś - uśmiechnęła się mama podnosząc wzrok z gazety na córkę.
- Nie spałam… leżałam, nie mogę zasnąć… Mamo, co byś zrobiła na moim miejscu? Powiedz… co ja mam zrobić? - pytała, ale głos jej się załamywał
- Dziecko… masz 15 lat, całe życie przed Tobą. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że dziecko wszystko zmieni w Twoim życiu. Zawsze będziesz musiała pomyśleć najpierw o nim, a dopiero potem o sobie. Wychowywanie dziecka to nie jest prosta sprawa… - zaczęła jej tłumaczyć mama.
- tak mamo, ja to wszystko wiem… ale żeby podjąć decyzję muszę wiedzieć na ile Wy jesteście w stanie mi pomóc. Dziecko kosztuje, a ja nie mam stałych dochodów. Wiem, że coś dostałabym od państwa, ale nie wiem czy to wystarczy. Poza tym czy wy w ogóle chcecie mi pomóc w wychowaniu…
- ależ… - wtrąciła się w zdanie mama
- nie przerywaj mi mamo, daj mi skończyć i powiedz szczerze jak to jest od waszej strony - przerwała jej poważnie. W tym momencie do sali wszedł ojciec - o tato, dobrze, że jesteś… siadaj - powiedziała a sama wstała i podeszła do okna. - właśnie rozmawiałam z mamą o tym, co teraz zrobić. Nie uświadamiajcie mnie w tym pod względem, że już się wszystko zmieni i skończy się zabawa, bo ja to wszystko wiem. Jest mało czasu na podjęcie decyzji. Stało się jak się stało, tego już nie zmieni żadne z nas. Teraz musimy zastanowić się, co dalej… Całą noc nie spałam i myślałam jak to będzie… Zdecydowałam i zdania nie zmienię niezależnie od tego jakie będzie wasze zdanie, że dziecka nie usunę. Ono niczemu nie zawiniło, a ja nie pozwolę na to żeby moje dziecko zostało zabite… - i w tym momencie urwała, nie zwracając uwagi na zszokowanych rodziców zdała sobie sprawę, że zachowuje się jak prawdziwa matka. Czuje, że nosi w sobie dziecko, swoje dziecko… Ania nagle wyszła ze stanu szoku, tej zaczynającej się depresji… wzięła się w garść w ciągu jednej nocy, bo zdała sobie sprawę z tego, że już nie decyduje tylko o sobie. Wiedziała, że to od niej zależy życie jej dziecka. A kiedy już uznała to dziecko za swoje nie mogła pozwolić na to, żeby stała mu się krzywda. Po krótkiej chwili kontynuowała dalej. - Musicie mnie zrozumieć. To dziecko nie było owocem miłości… - znowu urwała, gdyż gardło jej się zacisnęło a w oczach pojawiły się łzy, ale przełknęła ślinę, przymknęła swoje niebieskie oczy i dzielnie mówiła dalej - …ale to dziecko jest moje i chcę je urodzić. Nie dam rady go wychować… a na pewno nie zdołam wychować go sama. Do wyboru są dwa wyjścia: albo pomożecie mi wychować dziecko i przyjmiecie nas oboje pod swoim dachem, albo urodzę i oddam dziecko do adopcji… może kiedyś zrozumie. Są takie adopcje w których matka może się widywać z dzieckiem bez ograniczeń. Może znajdę rodzinę, która zgodzi się na takie warunki… nie usunę dziecka. - zakończyła czując się jak w filmie… tylko, ze to ona była jego główną bohaterką, a nie jak zwykle widzem. Zszokowani zachowaniem i dorosłą wypowiedzią córki rodzice przez chwilę jeszcze nie wiedzieli, co powiedzieć… pierwszy odezwał się ojciec.
- moim zdaniem trzeba się na spokojnie zastanowić nad dalszym rozwiązaniem. Nikt cię nie zmusi do aborcji, my jako rodzice tym bardziej, to by było okrutne - powiedział, na co matka skinęła głową i przejęła głos.
- jeśli czujesz się na siłach, żeby przejść przez całą ciążę to nie robimy ci z tego powodu problemów. Ale wiesz, że musisz zastosować się do różnych diet, przechodzić pewne etapy ciąży, które bywają trudne? - zapytała
- dam rady mamo, muszę… wiele nastolatek jest w ciąży i sobie radzą i ja też sobie poradzę… - odpowiedziała zawzięcie.
- w takim razie jeśli ustaliliśmy, że urodzisz dziecko możemy powiadomić o tym lekarza. A co zrobimy po narodzinach dziecka musimy dobrze się zastanowić i proponuje z tym zaczekać parę dni i
pomyśleć. - powiedział pan Tadeusz.
- ale jesteś pewna córeczko? wiesz, że już nie będzie odwrotu? musisz podjąć ostateczną decyzję… - dopytywała się mama.
- tak mamo… jestem pewna. urodzę to dziecko! - powiedziała dzielnie.
Tak więc parę minut później Ania oraz rodzice poinformowali lekarza o podjętej decyzji. Następnego dnia miała zostać przewieziona na ginekologię, w celu przeprowadzenia badań, a za dwa dni jeśli wyniki będą dobre zostanie wypisana do domu. Na tą wiadomość Ania, aż krzyknęła z radości. teraz marzyła jej się ciepła kąpiel i wygodne swoje łóżeczko. ale to dopiero za dwa dni… za to po południu w szpitalu czekała ją miła niespodzianka. Mianowicie odwiedzili ją koledzy i koleżanki z klasy. Każdy uścisnął Anię i dali jej kwiaty. Przez godzinę opowiadali jedno przez drugiego jak się martwili, jak nauczyciele się dopytują gdzie jest, że nudno bez niej i wygłupiali się. Dzięki nim Ania zapomniała o wszystkich problemach, które teraz jej spadły na głowę. Po godzinie zaczęli się rozchodzić. Została już tylko Julka, żeby porozmawiać jak dawniej.
- Przepraszam Ania, że wcześniej do ciebie nie przyszłam, ale na prawdę nie wiedziałam nawet jak się zachować… wiem, co się stało… jest mi tak bardzo przykro, jeszcze zostawiłam cię z tym samą - powiedziała wtulając do siebie Anię
- Nic się nie stało Juluś… nie mam do ciebie pretensji. I tak musiałam pobyć trochę sama Kochanie. Sądzę, że gdybyś przyszła wcześniej nie byłabym w stanie z tobą rozmawiać. Dopiero dziś wróciłam do formy, na prawdę się cieszę, że przyszli wszyscy - powiedziała z uśmiechem.
- Fajną mamy klasę, co? - roześmiała się Julka
- Świetną - potwierdziła
- Kiedy cię wypisują? - zapytała Julia
- Chyba za dwa dni, jeszcze muszą mi powtórzyć badania i dopiero wtedy jak będzie ok mogą mnie wypisać.
- A jak się czujesz?
- Dobrze… już dobrze… - powiedziała zmienionym głosem i szybko odwróciła wzrok. Niby rozmawiała z najlepszą przyjaciółką, a nie umiała przyznać, że jest w ciąży… Dlaczego zwleka? Przecież i tak wszyscy się dowiedzą, a to jest jej najbliższa przyjaciółka…
- Na pewno? - upewniła się zaniepokojona tonem jakim odpowiedziała Ania
- Tak, wszystko ok. Nie martw się Kochanie - powiedziała z udawanym uśmiechem.
- To dobrze… - odwzajemniła uśmiech, chociaż wiedziała, że Ania nie jest z nią szczera. Nie dociekała prawdy, bo nie chciała naciskać na Anię. Doszła do wniosku, że jeśli Ania będzie gotowa to jej o wszystkim powie. - Wiesz Aniuś… ja już muszę zmykać, ale mogę Cię jutro odwiedzić - powiedziała miło
- hm.. z tego, co wiem to jutro będę miała cały dzień badania na różnych oddziałach, więc nie wiem czy będę miała możliwość do odwiedzin. Napiszę ci esa jutro, ok?
- ok, to czekam na eska, teraz już lecę. Buźka - pożegnała się z Anią i wyszła.
A Julka rozmyślała trzymając rękę na brzuchu… Tak kochała dzieci, że już od pierwszych dni przywiązywała się do tej malutkiej fasolki… Ale wiedziała, że nie poradzi sobie z wychowaniem… że będzie musiała je oddać zaraz po tym, jak przyjdzie na świat… Bała się, że serce jej pęknie z bólu jak przyjdzie czas rozstania. Na samą myśl zacisnęło jej się gardło, a łzy pociekły jak woda z kranu…
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/02/20/rozdzial-11-decyzja/trackback/