rozdział 14 - mama czy siostra? babcia czy mama?

- Anka, tak dłużej nie można… tym razem nie pozwolę ci odmówić! Chodźmy gdzieś… nie wiem, gdziekolwiek. Niech będzie tak jak dawniej, chociaż spróbuj i pomyśl, okej? - Julia zawzięcie namawiała Anię na wyjście z domu.
- Ok, to zajdź po mnie o 19, pójdziemy do Primavery, albo gdzieś do miasta - ku jej zaskoczeniu zgodziła się bez protestu.
- Naprawdę?!  To… super! Przyjdę po ciebie. To do jutra, pa - pożegnała się zadowolona.
- No czekam, pa - Co prawda nie miała ochoty na żadne wyjście, ale wiedziała, że to odpowiedni moment, żeby o wszystkim powiedzieć Julii.
Był piątek wieczór. Ania trochę posprzątała pokój i poczytała książkę. Dość szybko się położyła, gdyż następnego dnia rano czekała ją wizyta u lekarza, na którą chciała być wypoczęta. Rano czuła się dziwnie… jakoś ją mdliło i było jej niedobrze, ale nie wymiotowała… Ubrała się i poszła do lekarza. “Wszystko jest w porządku, dziecko rozwija się prawidłowo - będzie dobrze” usłyszała na koniec wizyty i w lepszym nastroju wróciła do domu. Kiedy o 19 zadzwonił dzwonek, Ania była już gotowa i razem zdecydowały się na Primaverę. Zajęły tradycyjnie miejsce przy oknie… zdawało się być jak dawniej. Ulica tego wieczoru była piękna… Pomarańczowe latarnie oświetlały przechodniów, a z nieba prószył biały, błyszczący śnieg.
- Cieszę się, że zgodziłaś się wyjść dzisiaj wieczorem - zaczęła Julia - dawno nigdzie razem nie byłyśmy… - zauważyła.
- tak, racja… - przytaknęła Ania, ale była jakby nieobecna.
- co jest? Anka, nie zadręczaj się już…. co się stało to się nie odstanie, ale zapomnij o tym, teraz będzie tak jak dawniej… tylko uwierz! - zaczęła temat
- już nic nie będzie tak jak dawniej… - powiedziała cicho
- niby dlaczego? - nieświadoma niczego zaczęła się dopytywać.
- Julka! nie wiesz wszystkiego… nic nie rozumiesz - stwierdziła ze smutkiem.
- to mi wytłumacz to, czego nie rozumiem. Przecież nic już nie zmienisz, zostałaś porwana, ale już jest w porządku… zapomnisz o tym i będzie tak jak dawniej…
- mówisz tak jakby to było takie proste… nie będzie tak jak dawniej! nie będzie tak jak dawniej bo… - urwała, bo nie wiedziała jak ma to powiedzieć.
- no? bo? bo co?
- bo ja nie jestem sama - powiedziała zniżając głowę.
- masz chłopaka?! dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej??? to przecież cudownie! powinnaś się cieszyć :D Anka no ja cię nie rozumiem, co z nim nie tak? - nie świadomie, że źle odebrała słowa przyjaciółki mówiła podekscytowana.
- nie mam chłopaka! źle mnie zrozumiałaś - powiedziała smutno
- to co? jak nie masz chłopaka, a nie jesteś sama…?
- ehh…. ja jestem w ciąży! on… on… on mnie zgwałcił :( - mimo, że chciała być twarda rozpłakała się.
- cc… yy.. eee… że co?! ANKA!!!! - dopiero po chwili otrząsnęła się z szoku i podbiegła przytulić przyjaciółkę. - tak mi przykro… dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? byłaś z tym cały czas sama? przecież… byłoby ci łatwiej… - mówiła wszystko i nic, bo nie wiedziała, co powiedzieć.
- nie chciałam… nie wiedziałam jak…. :( ale już dłużej nie mogłam ukrywać tego, musiałam ci powiedzieć :(
- chodź stąd… idziemy na zewnątrz - powiedziała podając Ani kurtkę. Zostawiła pieniądze na stole i wyszły.
Tej nocy Julia spała u Ani. Przegadały i przepłakały kilka dobrych godzin. Mimo, że Ania nie rozmawiała jeszcze o tym z rodzicami, była już pewna, że nie odda dziecka. Miała jedynie nadzieję, że rodzice zaakceptują jej decyzje i pomogą, kiedy tej pomocy będzie potrzebować. Jednak kiedy kilka dni później powiedziała o tym rodzicom, ich reakcja jej nie zadowoliła.
- córeczko… przecież to dla twojego dobra i dla dobra dziecka - tłumaczyli
- jakie wy tu widzicie dobro rozdzielając nas? - protestowała, a z oczu ciekły jej strumieniami łzy. - przecież to moje dziecko i to ja je kocham, wiem, że ze mną będzie mu dobrze. A co jeśli trafi do jakiejś złej rodziny? Jeśli będzie się czuło niezaakceptowane? Jeśli oni nie będą go kochać tak mocno, jak swoje własne dziecko? Przecież tego nie możecie zapewnić ani wy ani nikt inny!
- Wiemy, że jest ci ciężko, ale pomyśl o sobie? Jak zamierzasz się dalej uczyć z dzieckiem? Co ze studiami? Poza tym dziecko potrzebuje ojca! Zobacz na to wszystko z drugiej strony.
- A ty mamo? Oddałabyś mnie jak się urodziłam?
- To była inna sytuacja - powiedziała mama zaskoczona zmianą frontu.
- To nie była inna sytuacja. Kochałaś i nie oddałaś mnie. A ja kocham to dziecko i niezależnie od waszego zdania nie oddam go. Jeśli nie chcecie mi pomóc i nie chcecie mnie tutaj z dzieckiem… trudno, poradzę sobie w życiu, ale go nie oddam! Nie ważne jak będziemy żyli, ważne, że razem. - powiedziała stanowczo, odwróciła się na pięcie i wyszła do swojego pokoju zostawiając zaskoczonych rodziców.
Kilka godzin później mama przyszła do pokoju i usiadła obok leżącej na łóżku córki.
- Aniu, nie traktuj nas jak potworów. Nie chodzi nam o to, że nie chcemy tutaj dziecka, ale o twoją przyszłość. Razem z tatą doszliśmy do wniosku, że możemy iść na kompromis. Ty będziesz się uczyła i ułożysz sobie życie, a my adoptujemy twoje dziecko i będziemy wychowywać jak własne. Pokochamy je tak jak kochamy ciebie i będzie z tobą pod jednym dachem… Kiedyś jak już dorośnie jeśli będziesz chciała to powiemy mu prawdę, ale niech dorasta z myślą, że my jesteśmy jego rodzicami, a wy jesteście rodzeństwem. Tak będzie lepiej dla ciebie i dla dziecka. Pomyśl o tym… - powiedziała i wyszła z pokoju zostawiając córkę.
Ania była w szoku. Nie mogła z siebie wydobyć głosu. Jak mogli wpaść na taki pomysł?! Ma przez całe życie nie przyznawać się do dziecka? Przecież to straszne…

Opublikowany w: on marzec 7, 2008 at 8:33 pm
Tags: , , , , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/03/07/rozdzial-14-mama-czy-siostra-babcia-czy-mama/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Leave a Comment