rozdział 15 - groza… strach… i przerażenie…

Kolejne tygodnie przebiegały bezproblemowo. Ania chodziła do szkoły, spotykała się ze znajomymi, ciąża przebiegała prawidłowo i nawet dobrze się czuła. Co najważniejsze rodzice zrozumieli córkę i zgodzili się pomóc jej w wychowaniu dziecka jako dziadkowie. To uwolniło Anię od większych zmartwień. Teraz mogła się skupić na szkole, wiedziała, że póki dobrze się czuje musi nazbierać dobrych ocen, żeby później nie mieć problemów jeszcze ze szkołą. Dlatego też cały weekend postanowiła poświęcić się historii, ponieważ przeczuwała, że w poniedziałek będzie pytana. W poniedziałek w szkole była jakaś uroczystość, w której brali udział przedstawiciele kół europejskich wszystkich szkół gimnazjalnych i ponad gimnazjalnych. Był też tego dnia w szkole Marcin, były chłopak Ani. Widzieli się na przerwie… przechodząc koło siebie odważyli się tylko na ukradkowe spojrzenie i kiwnięcie głową. Kiedy on szedł na akademie, Ania musiała iść na historię. Tak jak podejrzewała pani wywołała ją do odpowiedzi. Oczywiście adrenalina trochę wzrosła… ale Ania wiedziała, że tego dnia jest przygotowana, więc podeszła trochę chętniej niż zwykle.
- Szybciej, szybciej… nie będę tu czekała na ciebie całą wieczność! - poganiała ją nauczycielka, mimo, że Ania szła normalnie. - Zeszyt! - krzyknęła kiedy już podeszła do biurka. - To co? Dzisiaj znowu udowodnimy, że się nie uczysz? - zakpiła sobie
- Uczyłam się proszę pani. - powiedziała już zestresowana…
- No to się przekonamy. Pytanie pierwsze…. - i zaczęło się nieprzyjemne odpytywanie. Po 10 minutach męki Ania już nie miała siły…
- A mówiłam, że się nie uczysz?!
- Ale… proszę pani.. uczyłam się cały weekend… przecież tego tutaj nie było… - Ania próbowała się bronić przed jedynką.
- Mam ci udowodnić, że było? Podręcznik proszę! - rozkazała w kierunku klasy, po kilku sekundach podręcznik już leżał na jej biurku.
- Proszę bardzo! Jest!!! To wszystko świadczy tylko o twoim lenistwie! - zaczęła krzyczeć po kilku minutach szukania odpowiedzi na zadane pytanie w podręczniku.
- Ale proszę pani, przecież pani nigdy w ten sposób nie pyta. Zawsze pani pytała z zeszytu, w dodatku materiał w zeszycie był bardzo rozległy, nauczyłam się tego, co było w zeszycie… - tłumaczyła się Ania po przeczytaniu odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, która była zapisana drobnym druczkiem pod tekstem.
- Mnie to nie obchodzi, na początku pierwszej klasy mówiłam, że obowiązuje was wiedza z podręcznika i zeszytu, więc teraz nie wymiguj się. Dobrze wiem, jaka jesteś leniwa.
- Ale proszę pani… to nie fair… dopiero teraz pani zmieniła zasady odpytywania… skąd mogłam wiedzieć, że takie detale drobnym druczkiem też muszę znać? Zawsze pani powtarzała, że musimy znać najważniejsze rzeczy, które są w zeszycie, a nagle pani zmieniła zdanie. - mówiła, chociaż wiedziała, że i tak jest bezradna… przykro jej tylko było, że mimo swoich starań i tak jest niedoceniana przez panią… a do oczu cisnęły się łzy…
- Skończ dyskusję! Nie mam zamiaru z tobą dyskutować. Pała! Siadaj! - powiedziała rozzłoszczona.
Klasa patrzyła na nią ze współczuciem… Wiedzieli, że umiała wszystko i starała się, a pani wyjątkowo się na nią uwzięła. Ania zabrała zeszyt i poszła w kierunku ławki… Nagle dostała silnego skurczu, złapała się mocno za brzuch i opadła z bólu na podłogę.
- nie… aaa.. nie… ratujcie je… proszę ratujcie… - jęczała z bólu.
Natychmiast podbiegła do niej nauczycielka, ale Julia była szybsza.
- Anka… co ci jest? co cię boli?
- Jula… Jula… ratujcie dziecko! proszę… ono jest ważniejsz…. - prosiła szeptem zaciskając jej dłoń, ale nie skończyła mówić, gdyż straciła przytomność.
- Julka odsuń się od niej! I idź po pielęgniarkę - rozkazała jej pani.
- Nie proszę pani, pielęgniarka tu nie pomoże… dajcie mi szybko telefon - powiedziała po czym od razu dostała telefon od kolegi. - otwórzcie okna! i odsuńcie ławki, ona potrzebuje powietrza. - powiedziała po czym zadzwoniła na pogotowie.
- Proszę szybko karetkę do gimnazjum nr 2, młoda dziewczyna straciła przytomność, nagle bardzo rozbolał ją brzuch, ona jest w ciąży, to może być coś z dzieckiem! proszę… szybko! sala 107. - mówiła zdenerwowana, a kiedy powiedziała o dziecku klasa ucichła…
Julia nie zwracając uwagi na zachowanie klasy rozkazała tylko odsunąć się wszystkim w głąb klasy a sama wybiegła z sali… Posłuchała się jej nawet nauczycielka… Julia szybko  wybiegła na korytarz i zbiegła po schodach, gdzie wpadła na Marcina.
- coś się stało? - zapytał widząc ją w takim stanie.
- Julia… ona..
- co z nią?! - zapytał przestraszony
- nie wiem… już jedzie pogoto..
- gdzie ona jest? - przerwał jej Marcin
- w 107.. - powiedziała po czym Marcin pobiegł. - ale uważaj! ona jest w ciąży!! - krzyknęła za nim i pobiegła przed szkołę, żeby poprowadzić ratowników do Ani.
W tym samym czasie Marcin wbiegł do sali, gdzie zobaczył leżącą na podłodze Anię i klasę stojącą wraz z nauczycielką pod ścianą. Nie zważając na nich podbiegł i sprawdził puls. Był coraz słabszy…
- Anka… nie wygłupiaj się… obudź się… - szeptał przestraszony trzymając ją za dłoń. - tyle razem przeszliśmy, nie poddawaj się teraz… bądź dzielna… - mobilizował nieprzytomną dziewczynę.
Po chwili w sali pojawili się ratownicy i tłumacząca im wszystko Ania.
- Proszę odejść - powiedział ubrany na czerwono ratownik do Marcina.
Marcin odszedł i stanął obok Julii.
- Dlaczego mi nie powiedziałyście?! - zapytał z wyrzutem
- Marcin… nie pytaj mnie o to… ja nie mogłam - powiedziała smutno - to było dla niej bardzo trudne, nie miej do niej wyrzutów z tego powodu…
- Dziewczyno, przecież pomógł bym jej! Wiem, że nie jesteśmy już razem, ale nigdy nie była mi obojętna! Zawsze mogła liczyć na moją pomoc…
- Marcin, chyba nie w tym przypadku. Powiedziała tylko mi… nie wie nikt poza mną i jej rodzicami… ona jest zakochana w tym dziecku… ja nie wiem jak ona to przeżyje, jakby mu się coś stało - rozpłakała się Julia.
- Niech pani poda nam danie dziewczynki - zwrócił się jeden ratownik do nauczycielki.
- Anna Kieszkowska. - odpowiedziała przerażona.
Ratownicy zakończyli pierwszą pomoc i położyli ją na noszach. Po chwili wynieśli nieprzytomną Anię z sali… W oczach klasy jawiło się przerażenie…
- Panie doktorze, co z Anią i z dzieckiem? Ona prosiła… żeby ratować dziecko. - podbiegła Julia do lekarza.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby uratować oboje. Dzielnie się spisałaś… - powiedział, po czym odwróciła się w kierunku wyjścia.
- aha… pani doktor jeszcze jedno… - zawołała Julia
- tak?
- jej lekarzem prowadzącym jest doktor Lubrecki… chyba Wojciech Lubrecki, jeśli to będzie potrzebne.
- dziękuję, to bardzo przydatna informacja, bądź dobrej myśli. - powiedział, po czym wyszedł z sali zostawiając wszystkich w ciszy…

Opublikowany w: on marzec 8, 2008 at 9:23 pm
Tags: , , , , , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/03/08/rozdzial-15-groza-strach-i-przerazenie-2/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Jeden komentarz Leave a comment.

  1. On marzec 24, 2008 at 11:24 przed południem gwiazdeczka Said:

    co za smutna historia ,ta dziewczyna miała wielkie nieszczęście mój kolega z klasy tęż chodzi z ciężarną laską mnie najbardziej przeraża brak pomocy i wsparcia ze strony rodziców,nauczycieli co za koszmar!!!!!!!!!

Leave a Comment