rozdział 17 - fasolka
- Potrzeba ci czegoś córeczko? - zapytała cicho mama wchodząc do jej ciemnego pokoju.
- Nie. - odpowiedziała krótko
- A chciałabyś coś zjeść? Może pójdziemy na pizze?
- Nie chce.
- To może przyjdź do nas do pokoju obejrzymy razem z tatą jakiś film?
- Nie, zostaw mnie samą.
- Powiesz jak będziesz czegoś potrzebowała?
Na to pytanie odpowiedziała jej cisza… Minął tydzień od tego strasznego wydarzenia. Od tamtej pory nikt nie ma kontaktu z dziewczyną. Wczoraj Ania wyszła ze szpitala, rodzice mieli nadzieję, że w domu jakoś ustabilizuje się to wszystko… że coś się poprawi, ale niestety… Ania cały czas siedzi w ciszy sama w pokoju, przy zgaszonym świetle wpatrując się w słońce, chmury, gwiazdy… nie rozmawia z nikim. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę przeżywa, co czuje. Ona sama nie była tego świadoma. Czuła pustkę, tęsknotę… części jej już nie było… odeszła… i nie wróci… tak bardzo jej tego brakowało… Dnie i noce wyglądały tak samo. Mało jadła, mało spała… mało żyła… z pokoju wychodziła wyłącznie do łazienki i z powrotem… Któregoś dnia Ania postanowiła wyjść na zewnątrz. Narzuciła kurtkę na stary, powyciągany sweter i założyła ciemne okulary. Szwendając się po mieście zauważyła na wystawie piękną czerwoną szkatułkę w kształcie serca. Była wyłożona aksamitnym materiałem i ozdobiona malutkimi, złotymi koralikami, a po środku miała śliczne złote serce. Ania weszła do sklepu i bez zastanowienia się kupiła szkatułkę. Potem poszła na rynek… sama nie wiedziała w jakim celu tam skręciła, ale nogi same ją kierowały. Jej wzrok przykuła biała jak śnieg fasola. Co sprawiło, że ją kupiła? Tego też nie wiedziała… Idąc dalej kierowała się na cmentarz… myślała, że może tam poczuje się bliżej swojego Maleństwa. Zatrzymała się przy grobie dziadka… Usiadła na ławeczce i zaczęła płakać. To był już odruch. Każda myśl o tym wszystkim wywoływała płacz. A myślała jedynie o tym… Podeszła bliżej i ukucnęła przy grobie wpatrując się w płomień palącego się znicza. Tutaj czuła się lepiej niż w domu. Chciała przychodzić tu częściej. Chciała mieć do kogo przychodzić. Wiedziała, że musi coś zrobić, musi poczuć ulgę, rozładować emocje i to napięcie… Teraz zrozumiała, że nie bez przyczyny kupiła fasolkę. Schowała ją do szkatułki, która tak pięknie mieniła się w blasku płomieni. Jeszcze przez parę minut Ania wpatrywała się w nią jak w obrazek… a potem zamknęła i płacząc zakopała w ziemi… i położyła obok dwie małe świeczuszki. Mimo, że jej dziecko nie urodziło się czuła potrzebę pochowania go… Ono zmarło… było martwe kiedy je zabierano… każdego zmarłego należy pochować… Musiała się z nim jakoś pożegnać. Nie znała innego sposobu… chciała się uwolnić od tego wszystkiego, a zarazem być znów blisko dziecka. Jak pogodzić jedno i drugie?
Było już późno, kiedy zadzwoniła komórka Ani. Na wyświetlaczu wyświetliło się “mama”
- gdzie ty jesteś córciu? - zapytała przestraszona
- zaraz przyjdę
- późno już kochanie, nie chodź sama o tej porze, proszę cię.
- ok.
- kocham cię - powiedziała mama, ale już nikt jej nie odpowiedział.
Mimo, że było już naprawdę późno, Ania nie chciała opuszczać cmentarza. Jednak z wielkim bólem podniosła się z zimnej ziemi i poszła do domu, żeby rano znów przyjść do dziecka.
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/03/16/rozdzial-17-fasolka/trackback/