rozdział 19 - korytarz

- Jak tu dziwnie – pomyślała Ania, a echo powtórzyło jej myśli na głos. Dziewczyna stała na środku wielkiego, zimnego korytarza, w którym było mnóstwo małych drzwi. Nie wiedziała, gdzie jest, gdzie iść ani dokąd zmierza. Zastanawiała się czy ktoś jest tu oprócz niej i usłyszała swój głos odbijający się od ścian: „Jest tu ktoś?”. Czy to tak wygląda śmierć? Inaczej wyobrażała sobie niebo, tu było zimno, strasznie zimno i ciemno. Światło dochodziło tylko z małych szczelin w drzwiach. A może wcale nie pójdzie do Nieba? Popełniła samobójstwo, może to jest droga do Piekła? A może wszystko zależy od tego, którą drogę teraz wybierze? Ale tu tyle drzwi, więc, gdzie iść? W których drzwiach czeka na nią jej dzieciątko? Przyzwyczaiła się do odbijającego się od ścian głosu jej własnych myśli, więc nie zwracała już na to większej uwagi. Chodziła od drzwi do drzwi, przyglądając się im dokładnie. Ale im dalej szła – tym więcej drzwi się pojawiało. Postanowiła wrócić do początku, ale niestety już go nie znalazła, gdyż z każdym krokiem pojawiały się nowe drzwi. W końcu postanowiła wejść do małych, mosiężnych drzwi. Gdy drzwi zaskrzypiały, a ona weszła do środka, ujrzała kilka kolejnych drzwi, ale te którymi tu weszła już zniknęły. – Aha… czyli powrotu już nie mam. No cóż trzeba iść dalej, tylko gdzie? – zastanawiała się. Ruszyła w kierunku drzwi, przez które wdzierało się do pomieszczenia najwięcej światła. W nowej sali było kilka kolejnych drzwi, ale tu było już cieplej. Ania weszła bez większego zastanowienia w jedne z nich. Drzwi zaskrzypiały i dziewczyna stanęła pośrodku owalnego pomieszczenia, które miało już tylko dwie pary drzwi. Pojawił się dylemat, w które z nich wejść. Nagle Ania usłyszała ciche trzepotanie skrzydełek, odwróciła się i ujrzała pięknego, małego motyla, który latał wokół sali. W końcu zniżył swój lot i wyleciał przez szparę w większych drzwiach. Ania ruszyła za nim. Kiedy dotknęła klamki, poczuła dziwne ciepło, które zaczęło ją wypełniać. Zamknęła oczy i przekroczyła przez próg. Kiedy je otworzyła stała na pięknej polanie, na której były wysokie, sięgające jej do pasa, kolorowe kwiaty. Wokół latały piękne motyle i ptaki, a z nieba świeciło śliczne słońce. Ania ruszyła między kwiatami stąpając po miękkiej trawie. Po jakimś czasie ujrzała duży kamień, na którym stał mężczyzna w podeszłym wieku ubrany w czarny garnitur. Na jego twarzy jawił się uśmiech. Kiedy rozłożył szeroko ręce, Ania ruszyła ku niemu, zastanawiając się kim jest ten mężczyzna. Przybliżając się do niego, zaczęła kojarzyć skądś te rysy twarzy i zmarszczki pojawiające się w wyniku szerokiego uśmiechu. Gdy była już kilka kroków od kamienia, ów mężczyzna zszedł z niego i ruszył w kierunku Ani.
- Aniu, jak ty wyrosłaś – powiedział radośnie, a Ania uśmiechnęła się szeroko.
- Dziadek? – zapytała z niedowierzaniem. A on z uśmiechem kiwnął głową. – Dziadek! – krzyknęła szczęśliwie i pobiegła w jego kierunku, rzucając mu się w ramiona – Miałam 2 lata, gdy odszedłeś! – wzruszyła się.
- Tak Aniu – przytulił ją gorąco – Ale teraz mamy mało czasu, musimy iść.
- Dobrze, a gdzie idziemy? – zapytała
- Chyba kogoś szukasz, prawda? – uśmiechnął się.
- To ty wiesz?
- Oczywiście – skinął głową – Pośpieszmy się.
Szli dość szybko przez łąkę w kierunku lasu, na skraju którego stał kolejny mężczyzna.
- Kto to jest? – zapytała dziadka
- A nie poznajesz? Podejdź bliżej, to zobaczysz.
Ania podbiegła i rozpoznała w mężczyźnie swojego drugiego dziadka. I znowu wzruszyła się do łez i przytuliła się mocno do niego. Przez las szli już w trójkę. Szybkim krokiem szli przez różne dróżki i omijali konary drzew.
- Dlaczego się tak spieszymy? – zapytała zdyszanym głosem
- Bo masz bardzo mało czasu – powiedział dziadek
- Mało? Do czego?
- Do życia. – odpowiedział krótko drugi dziadek
- Ale przecież ja umarłam.
Na to już jej nie odpowiedzieli, tylko przyspieszyli kroku. Droga, którą szli kończyła się za zakrętem, gdzie czekała na nich młoda kobieta. Ania domyślała się, że to następny członek jej rodziny. I nie myliła się. To była jej ciocia. Ania przywitała się ciepło i ruszyli dalej. Doszli nad jezioro, gdzie było piękne, duże drzewo i zawieszona na gałęziach huśtawka.
- Chodźmy do środka – powiedziała ciocia.
Ania dopiero teraz zobaczyła, że za nimi jest śliczny domek jednorodzinny, do którego właśnie ruszyli. W środku unosił się przyjemny zapach świeżych kwiatów. Ania podziwiała każde przytulne i ciepłe pomieszczenie, każdy widok. To było jak spełnienie marzeń. Zawsze chciała mieszkać właśnie w takim domku. Niestety dziadkowie ją ponaglali, ciągle mówili, że ma mało czasu, ale ona nadal nie wiedziała, gdzie ma się spieszyć. Ciocia zaparzyła herbatę i wszyscy usiedli przy stole.
- Aniu – zaczął dziadek – Wiemy, co się stało, ale uważamy, że popełniłaś błąd.
- Nie… - zaczęła oponować, ale dziadek przerwał jej podniesieniem ręki.
- Zaczekaj i posłuchaj.
- Czeka cię jeszcze jedna niespodzianka, ale potem musisz wracać – kontynuował drugi dziadek.
- Nie mogę dziadku! – powiedziała stanowczo
- Aniu… to nie jest twoje miejsce. Ty popełniłaś samobójstwo, tak czy owak nie będziesz tu. Możesz być tu jeszcze tylko przez chwilę, ale jeśli powrócisz, to będziesz miała tu swoje miejsce, kiedy przyjdzie twój czas. – tym razem przemówiła ciocia.
- Ale ja nie chcę wracać! Tam już nie ma mnie, muszę tu kogoś odnaleźć, po to się zabiłam i na pewno nie wrócę.
- Posłuchaj mnie uważnie. Czasu jest co raz mniej, więc teraz pójdziesz tymi schodami na górę, a potem wrócisz, rozumiesz? – zapytał dziadek
- Ale dziadku…
- Nie dyskutuj. Idź na górę.
Ania wstała i poszła na górę. Wchodząc po schodach zastanawiała się jak się stąd wydostać, żeby dziadkowie i ciocia nie zauważyli i zacząć szukać dziecka. Na górze było kilka pokoi, ale Ania weszła do pierwszego z nich. Kiedy je uchyliła usłyszała głos pozytywki, pokoik ten miał piękne różowe ściany i dużo pluszowych zabawek. Ania rozejrzała się, ale pokoik był pusty. Usiadła na miękkim łóżeczku i wzięła do ręki jedną z zabawek. Miała taki przyjemny, nieokreślony zapach. Po chwili drzwi się uchyliły i weszła do nich mała dziewczynka.
- Mamusia? – zapytała cieniutkim głosem
Ania odwróciła się szybko i ujrzała swoją córeczkę. Była taka śliczna, podobna do niej. Miała piękne włoski i cudowne oczka, a ubrana była w śliczną, różową sukienkę.
- Kochanie! – podbiegła do niej i wzięła ją na ręce, mocno przytulając. Płakała. Płakała ze szczęścia, że ją odnalazła.
- Mamusiu nie płacz – powiedziała cichutko dziewczynka. A Ania jeszcze mocniej się rozpłakała.
- Jaka ty jesteś duża, Kochanie. Mamusia cię już nie zostawi. – Przytulała ją mocno.
- Mamusiu musisz wracać. Dziadziuś mi mówił, że mamy bardzo malutko czasu.
- Wiem, ale nie bój się nie wrócę, zostanę z tobą.
- Mamusiu istnieję tylko dlatego, że mnie kochałaś. To, że do mnie mówiłaś, że tyle czasu ze mną byłaś, chociaż ja już odeszłam pozwoliło mi rosnąć. Mieszkam tu z ciocią i dziadziusiami. I jest mi dobrze. Nic złego mi się tu nie dzieje. Kocham cię mamusiu – mówiła cieniutkim głosikiem
- Ja też cię kocham Kochanie – powiedziała, dławiąc się łzami. – Powiedz, jakie imię dali ci dziadkowie, a może ciocia?
- Oni nie mogą mi dać imienia, to ty mamusiu musisz – powiedziała uśmiechając się i pokazując piękne dwa ząbki.
- Madzia… podoba ci się?
- Jest piękne Mamusiu, dziękuję – przytuliła się mocno.
Po chwili do pokoju weszła ciocia i dziadkowie.
- Aniu musisz już iść – powiedziała cicho ciocia.
- Nie! – powiedziała stanowczo Ania przytulając mocniej swoje dziecko.
- Aniu musisz, tylko w ten sposób masz szansę jeszcze tu wrócić.
- Madzi nic złego nie może się tu stać, tutaj nie ma zła, a my będziemy się nią opiekować. – powiedział dziadek.
- Aniu wróć, proszę cię, wróć – zaczął ją prosić drugi dziadek.
- Ja chcę zostać ze swoim dzieckiem, nie chce kolejny raz go stracić – płakała
- Mamusiu, nie stracisz mnie – powiedziała uśmiechając się – Przyjdziesz tu jeszcze do mnie, a ja będę grzecznie czekała. Dziadziusiowie i ciocia mnie tu bardzo kochają. Nie martw się o mnie. – spojrzała na Anię swoimi pięknymi, niebieskimi oczkami.
- Madziu, Kochanie, tak bardzo cię kocham, ja nie umiem tam bez ciebie żyć.
- Ale Mamusiu, ja chcę być z tobą, a jak nie wrócisz to odejdziesz stąd na zawsze. – powiedziała smutno Magda
- Ania naprawdę musisz wracać, to ostatnia chwila na decyzję – powiedział poważnie i stanowczo dziadek
Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić. Tak bardzo chciała tu zostać. Popatrzyła na dziadków, którzy czekali niespokojnie na jej decyzję, na ciocię, która patrzyła na nią błagalnym wzrokiem i na Magdę, która patrzyła na nią swoimi słodkimi oczkami.
- Prosię – powiedziała cichutko.
Ani serce pękało, ale wiedziała, że musi wracać. Robiła to głównie dla córeczki, żeby mogła tu jeszcze kiedyś do niej wrócić. Wstała z podłogi i wzięła ją na ręce, mocno tuląc do siebie.
- Ciociu, zaopiekujesz się nią? – zapytała przez łzy
- Oczywiście Aniu, nic jej się tu nie stanie – zapewniała ją ciocia, a dziadkowie potwierdzili.
- Madziu, mamusia musi już iść, ale wrócę jeszcze do ciebie Kochanie i będziemy się bawić, dobrze?
- Będę czekać Mamusiu – powiedziała dziewczynka i pocałowała Anię.
- Musimy już iść, odprowadzimy cię do wyjścia, a dalej pójdziesz już sama – powiedział dziadek.
- Możesz wziąć Magdę jeszcze do wyjścia, a potem zostanie tu z nami – dopowiedział drugi dziadek jakby czytał w jej myślach.
Ciocia poszła przodem, a Ania ruszyła z Madzią na rękach za nią. Szła nie odrywając wzroku od córeczki. Bardzo szybko doszli do brzegu jeziora, gdzie się zatrzymali.
- Tu musimy się rozstać Aniu – powiedział dziadek.
- Daj mi Madzię – powiedziała ciocia.
- Bądź dzielna Aniu – rzekł dziadek – już czas.
- Madziu, Kochanie pamiętaj, że mamusia bardzo cię kocha i wróci tu do ciebie, zaczekasz na mnie?
- Tak mamusiu, ja też cię bardzo kocham. Będę tutaj z ciocią i dziadziusiami, mamusiu. – powiedziała dziewczynka
- Dobrze Kochanie, idź teraz do cioci na rączki – z ciężkim bólem i łzami musiała ją w końcu oddać i się pożegnać. – Dziękuje wam bardzo – powiedziała do cioci i dziadków i każdego z nich mocno uścisnęła i pocałowała. Ostatni pocałunek był oczywiście dla Magdy. – Więc co teraz mam zrobić? – zapytała.
- Zanurkuj w jeziorze – odpowiedział dziadek
Ania zaczęła wchodzić do wody, kiedy usłyszała jeszcze cieniutki głosik.
- Mamusiu! Nie płacz! – krzyknęła Madzia i mocno machała rączką na pożegnanie. Ani ciężko było się rozstawać z bliskimi, ostatni raz spojrzała na całą czwórkę, pomachała uśmiechniętej córeczce i zanurzyła się w jeziorze.
- Aniu… Aniu otwórz oczy. Spójrz na nas. Obudź się. Aniu, słyszysz nas? Porusz ręką. Aniu. Otwórz oczy. - do jej głowy dochodziły ciche, odległe komendy. Poczuła ostry, przeszywający ból. Otworzyła na chwilę oczy i szybko je zamknęła, gdyż światło nie pozwalało jej dłuższe patrzenie. Uratowali ją. Żyła.  

Opublikowany w: on marzec 16, 2008 at 9:12 pm
Tags: , , , , , , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://trwalewspomnienia.wordpress.com/2008/03/16/rozdzial-19-korytarz/trackback/

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu.

Leave a Comment